niedziela, 1 marca 2015

na do widzenia...

Pożegnania są trudne, ale przecież kiedyś to trzeba zrobić, prawda? Właściwie ja się nad odchodzeniem nie zastanawiałam, byłam pewna że "czytelniczy kryzys" mi minie, a potem wrócę do pisania o książkach pełną parą. I rzeczywiście, zaczęłam czytać znowu z dość dużym entuzjazmem, ale straciłam ochotę na bloga.

Wczoraj opublikowałam post o tolerancji, o tym że moje podejście jest neutralne i że każdy ma swoje życie i to jego sprawa. Ale jestem osobą, która bardzo bierze każde słowo do siebie, roztrząsa je na czynniki pierwsze, analizuje i nie potrafi tego wymazać. Więc słowa, że "potępiam wszystko" i "uległam jakiejś dziwnej fascynacji TH" uraziły mnie w sposób, którego nie jestem w stanie wytłumaczyć. Bo gdybym potępiała, pisałabym post o tolerancji? A główna "fascynacja" minęła mi po pierwszym miesiącu od zaczęcia słuchania zespołu, naprawdę to, że wplatam ich piosenki jako dodatki do posta itd, to nie jest oznaka przesadnego fanatyzmu, ale fakt, że sprawiają one, że mam ochotę zatrzymać się i zastanowić, bo dają mi do myślenia. 

Podobnego rodzaju sytuacje spotykały mnie zawsze, tyle że dopiero teraz uświadomiłam sobie, że do blogosfery ja się nie nadaję, bo będę to wszystko brała do siebie. I właściwie ja sobie z tą osobą wszystko wyjaśniłam, jak zawsze, bo już nie raz mi mentalnie dowaliła i zapewne nie ostatni, sam fakt, że widzi we mnie to czego nie widzą inni jest... interesujący, nie spodziewałam się.

Mogłabym też napisać, że rezygnuję z Filiżanki, bo szkoła, mnóstwo zajęć, brak czasu i tak dalej, ale nie, bo jak się chce to czas zawsze się znajdzie. Ja po prostu nie mam już ochoty, być może nareszcie nauczyłam się zachowywać swoje zdanie tylko dla siebie na wyłączność, albo w końcu mam osoby, które mnie słuchają, słuchają tego wszystkiego co Wy tutaj i jeszcze więcej. 

Mam od dawna takie przewrażliwienie, wiecie? Bo mój wzrok jest totalnie do dupy, niby mam małą wadę, tylko -1,5 i -1,75, do tego astygmatyzm, ale i tak zawsze się boję, że pogarsza mi się przez siedzenie przy komputerze, cóż, teraz już nie będzie z tym problemu. 

Blogowanie dało mi bardzo wiele, wiadomo, że znalazłam masę literackich perełek, ale poznałam też wspaniałych ludzi. Każda z rozmów w pewien sposób mnie ukształtowała, zmieniła sposób patrzenia na pewne sprawy. Może to się wydawać głupie, przecież większości z nich nie widziałam nawet na oczy, ale zwykłe wiadomości potrafią dać więcej siły, niż się wydaje. 


Wiem, że na blogu nigdy nie poznaliście mnie tak, jak powinniście. Pewnie to lepiej, bo w rzeczywistości pewnie uznalibyście mnie za pustą gówniarę, której często brakuje dobrego wychowania. Pokazałam tu trochę książek, które po przeczytaniu zostały w moim czytelniczym sercu, trochę muzyki, opinii na trochę inne tematy. I to byłoby na tyle, nic więcej, koniec. Jednak czytać będę nadal, może nawet więcej, bo nie będę musiała już siedzieć dwóch godzin nad wyskrobaniem czegokolwiek do posta recenzjo-podobnego.  

Dziękuję za to, że byliście, czytaliście, wyświetlaliście, komentowaliście. Zapamiętam. Wielkimi krokami zbliża się wiosna, każdemu z nas przydałby się jakiś ciepły promyk. :)