wtorek, 8 lipca 2014

W młodości zwiedziona do rozpaczliwego grzechu

Czytając Charlotte Brontë i jej siostry śpiące dowiedziałam się o przyjaciółce Charlotte, która nie dość, że napisała jej biografię* to oprócz tego także była powieściopisarką. W tamtej chwili obiecałam sobie bliżej zapoznać się w twórczością Elizabeth Gaskell i gdy taka możliwość się pojawiła - nie omieszkałam z niej skorzystać.   

Jeszcze tego samego dnia, gdy dostałam Ruth, zabrałam się za czytanie. I oto przywitała mnie tytułowa bohaterka - sierota, bardzo młoda, bo zaledwie szesnastoletnia dziewczyna, która w domu pani Mason zarabia jako szwaczka. Pan Bellingham, zauroczony jej urodą, proponuje Ruth Hilton pociechę i utrzymanie, gdy zdenerwowana pracodawczyni wyrzuca ją z zakładu. Szczęście jednak długo nie trwa, a nasza bohaterka zostaje się sama bez środków do życia i perspektyw na przyszłość...

 "Obecnie znała prawdę, że ziemia nie zna takiej zapory, która strzegłaby przed udręką. Udręka spada jak grom z jasnego nieba, wprost do domu w górach i miejskie poddasze; do pałacu i do chaty."  

Słyszałam różne sprzeczne opinie o tej powieści i muszę przyznać, że zostałam pozytywnie zaskoczona. Mnogość opisów, która wielu czytelnikom sprawiła spore problemy, mnie przypadła do gustu i tym przyjemniej było mi dzięki nim rozkoszować się lekturą. Powolna akcja lub jej brak (jak to niektórzy sądzą) nie stanowiła dla mnie żadnego problemu, szczerze lubię, gdy wszystko dzieje się nieśpiesznie i taki chyba zresztą jest urok XIX-wiecznych dzieł.

Elizabeth Gaskell zachwyca umiejętnością z jaką kreśli barwne i różnorodne charaktery swoich bohaterów, a w szczególności portret "kobiety upadłej" - dając jej drugą szansę, pokazując że Bóg wszytko wybacza oraz wywołując w swoim czytelniku smutek i współczucie. Styl jakim włada autorka jest z pewnością bardzo dobry, jednakże mi czegoś w nim zabrakło, czegoś, co wyróżniłoby go spośród jemu podobnych. Natomiast nawiązania w treści do różnego rodzaju innych dzieł są miłym urozmaiceniem. Gaskell serwuje nam też zaskakujące zakończenie, które spada na biednego czytelnika jak grom z jasnego nieba. 

Mi Ruth bardzo się spodobała, ogromnie cieszę się z faktu, że zawitała do mojej domowej biblioteczki i mam nadzieje, że pojawią się w niej niedługo także i inne powieści tej pisarki, z którymi z wielką ochotą się zapoznam. Mój portfel niestety w najbliższym czasie trochę pocierpi, bo ostrzę ząbki na jakieś ładne wydanie Północ i południe. A Was tymczasem zachęcam do zapoznania się z losami Ruth Hilton. 

Za egzemplarz oraz okazane mi zaufanie serdecznie dziękuję Wyd. MG!
_______________
* klik - niecierpliwie wyczekuję polskiej premiery

28 komentarzy:

  1. Przez ten brak akcji chyba ją sobie odpuszczę. :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam i mnie zaniepokoilas. No ale prezent, muszę przeczytać
    Zapraszam do mnie

    OdpowiedzUsuń
  3. Szczerze mówiąc, po tego typu książki sięgam niezykle rzadko i musi mnie do tego skłonić jakiś silny impuls.
    Jednak nadejdzie dzień, gdy będę miała dość popularnych obyczajówek i wyrosnę z młodzieżówek - a wtedy Gaskell będzie jak znalazł.
    PS. Wydawnictwo MG imponuje mi nowymi wydaniami książek, którym daleko do popularności. Poluję na "Wichrowe wzgórza", które kocham miłością pierwszą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, wtedy Gaskell będzie najlepsza. :D Ja sama już dawno z typowych młodzieżówek wyrosłam, choć teoretycznie powinnam się w nich zaczytywać. Tak wiekowo patrząc. ;)
      Mnie także imponuje, bo takie książki zasługują na tak piękne nowe wydania. Ja myślę, że do popularności nie jest im daleko, wręcz przeciwnie. Przecież takie WW czyta się od ponad 160 lat ( o ile dobrze pamiętam :D)! to nowe wydanie WW jest absolutnie cudowne, a i nowe tłumaczenie jak dla mnie jest stanowczo na plus. ;>

      Usuń
  4. powolna akcja stanowi problem xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytaj Prousta, zobaczysz co to jest powolna akcja XD

      Usuń
  5. Cóż, wszystko o czym piszesz jest kwestią patrzenia. Nie mam nic przeciwko opisom, o ile są dobrze napisane i nierozwlekłe. Lubię szybką akcję, ale nie mam nic przeciwko wolniejszej, jeśli mimo wszystko jest ona ciekawa. "Ruth" jest na mojej liście, więc chętnie ją przeczytam, jak będę miała okazję ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. W sumie, w sumie to bym przeczytała, ale teraz tylee książek na mnie czeka, że aż... uhh, kiedy ja je wszystkie przeczytam? ;p

    OdpowiedzUsuń
  7. Myślę, że moglabym przeczytać, ale nie jestem pewna czy przypadnie mi do gustu ;)
    P.S. Dodaję do obserwowanych! :3
    zaczytanablondynka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja też lubię opisy i tamtejsze klimaty. A brak akcji jest... cudowny, jeśli tylko autorka potrafi porwać czytelnika :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, jak bardzo się cieszę, że są jeszcze na tym świecie osoby cieszące się z braku akcji.♥

      Usuń
  9. Na razie poluję na "Północ i południe", ale i "Ruth" chętnie bym przeczytała. W ogóle jestem teraz na etapie odświeżania sobie książek (i czytania tych, których jeszcze nie poznałam) z tamtego okresu. Jakaś sentymentalna się zrobiłam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem doskonale, bo ja też od jakiegoś już czasu sobie tak odświeżam. ;)

      Usuń
  10. Czytałam, ale niezwykle dłuuuugo... Mnie mimo wszystko przydługie opisy często męczyły i lektura ciągnęła mi się przez dwa miesiące. Ale warto było, gdy patrzę na "Ruth" teraz, przypomina mi się historia biednej dziewczyny, ta jakże niesprawiedliwa końcówka, różnorodni bohaterowie i uprzedzenia co po niektórych do sieroty. Chętnie jeszcze kiedyś sięgnę po książki tej autorki i również niecierpliwie czekam na biografię Charlotte Bronte ^^
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie Ruth zajęła jakieś 5 dni tylko. :D

      Usuń
  11. "Ruth" mam u siebie już od paru porządnych miesięcy, ale jakoś ciągle mi ona uciekała i w efekcie jej nawet nie zaczęłam. Mam nadzieję, że uda mi się niedługo to nadrobić. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie! Jak przeczytasz, to daj znać co o Ruth myślisz. ;)

      Usuń
  12. Nie słyszałam o tej książce. Okładka powala na kolana.

    OdpowiedzUsuń
  13. Po XIX-wieczne klimaty nie sięgam za często, jednak będę miała ten tytuł na oku. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że kiedyś po Ruth sięgniesz, może i Tobie się spodoba. ;>

      Usuń
  14. O nie! Mnogość opisów kojarzy mi się z "W pustyni i w puszczy". Dlatego podziękuję. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wpiwp miałam jako lekturę, trochę poczytałam, ale jakoś nie mogłam przebrnąć, planuję drugie podejście. :D

      Usuń

Drogi czytelniku!
Skoro tu dotarłeś, to znaczy (mam nadzieję), że przeczytałeś post powyżej i wiesz co komentujesz. Będzie mi bardzo miło jeśli co do treści komentarza trochę się wysilisz, bo na każdy z nich odpowiadam. Wszelkiego rodzaju dyskusje są bardzo mile widziane. :)
Twojego bloga także odwiedzę i jeśli przypadnie mi do gustu – pozostawię po sobie ślad.
Jeśli masz do mnie jakieś pytanie, to śmiało pytaj.
Kontakt: kinga.godowska@vp.pl
Dziękuję za wszystkie komentarze!