piątek, 28 listopada 2014

nie dajcie się zabić

To dziwne, dziwne jest to, co potrafi jedna z pozoru zwykła historia zrobić z człowiekiem.
Igrzyska śmierci.
Czytane tyle razy, że nie jestem w stanie podać liczby, znane niemalże na pamięć. Potrafię dyktować cytaty z pamięci, roztrząsać miliony razy każdy najmniejszy szczególik, zachwycać się przez miliony sekund tylko jedną chwilą. Widok broszki z kosogłosem sprawia, że robi mi się ciepło na duszy. Każda zaczytana część trylogii na mojej półce wydaje się mieścić w sobie życie, tętnić nim wręcz, jakby dzielił ją ułamek sekundy od wybuchu, a ona zawisła na krawędzi.


 - Właściwie nie wiem, jak to ująć. Chodzi o to, że… chcę umrzeć taki, jaki jestem naprawdę. Nie jestem pewien, czy rozumiesz, o co mi chodzi (…).
- Chcesz przez to powiedzieć, że nikogo nie zabijesz? – zdumiewam się.
- Nie, gdy przyjdzie co do czego, na pewno będę zabijał jak wszyscy. Nie odejdę bez walki. Po prostu usiłuję znaleźć sposób na to, że jestem kimś więcej niż zaledwie pionkiem w ich igrzyskach.
- Ale nie jesteś kimś więcej. Nikt z nas nie jest. Na tym polegają igrzyska.
- Zgoda, ale w głębi duszy powinniśmy pozostać sobą, i ty, i ja- upiera się Peeta. – Wiesz, w czym rzecz.
- Trochę. Słuchaj, bez obrazy, Peeta, ale właściwie kogo to obchodzi?
 - Mnie. Co innego może mnie obchodzić w takiej sytuacji?

Collins nigdy nie jawiła mi się jako autorka, na której prozę zwróciłabym uwagę. Daleka przyszłość. Ruiny Ameryki Północnej. Raz na rok władze wymuszają dostarczenie chłopca i dziewczyny w wieku od dwunastego do osiemnastego roku życia, aby wzięli udział w Głodowych Igrzyskach, będących masową rozrywką. Ludzi to bawi, ludzie lubują się w oglądaniu zabijających się dzieci, ludziom podoba się widok sieczki przy rogu obfitości. A telewizja transmituje tę zabójczą zabawę. Z takiego krótkiego opisu już można wnioskować, że Igrzyska śmierci nie są sielanką, ani miłą opowiastką do poczytania na wieczór. Nie, stanowczo nie, igrzyska są grą na śmierć i życie, próbą przetrwania, ostatecznym pokazaniem na co stać człowieka, kiedy uruchamiają się w jego mózgu te trybiki, których jedynym celem jest przeżycie.

Styl Suzanne Cllins - czy nie jest zbyt wymiarkowany, prosty, bezbarwny, aby opisać to wszystko? Moje pierwsze wrażenie rzeczywiście tak wyglądało, dopóki nie zostałam złapana w fabularne sidła i dopóki nie oplotły mnie one tak mocno, że nie byłam w stanie oderwać się od opowieści Katniss Everdeen nawet na minutę. I teraz uważam, że pisarka wykonała swoje zadanie doskonale. Nie zniosłabym tysięcy przymiotników, ani opisów konających trybutów. Zamiast tego dostajemy fakty. Prostymi, ale doskonale wyważonymi słowami autorka kreśli bieg wydarzeń, poczynając od zwykłych rozmów postaci, a kończąc na możliwości zawarcia niewysłowionej gamy uczuć w jednym, wydawałoby się, banalnym zdaniu. W ten właśnie sposób liczy się każde słowo, każdy gest, każde spojrzenie, odpowiedź oczu, niuans z początku błahy, na końcu odkrywający przed nami swoje znaczenie.
Każdy tom trylogii jest inny.
 

"- Dobrze wiesz, jak zabijać. 
- Nigdy nie zabiłam człowieka. 
- A właściwie co to za różnica? 
Najgorsze jest to, że jeśli zdołam zapomnieć, że nie poluję na ludzi nie będzie żadnej."

Pierwszy to zwłaszcza gra, tocząca się podczas siedemdziesiątych czwartych Głodowych Igrzysk, niezwykłe pokazanie nienawiści do Kapitolu, a także różnobarwnych sylwetek postaci. To, że nie wszyscy są jednoznacznie czarni lub biali. Pokazanie zdumiewającej odwagi i siły, braku troski o życie ludzi, również miłości platynowej, udawanej i wymuszonej, odgrywanej przed całym światem, przed kamerami. Tutaj też tworzy się zarzewie buntu, a sprezentowana broszka zostaje symbolem nadchodzącej rebelii.


"Szkoda, że nie możemy zatrzymać tej chwili, tu i teraz, żeby żyć w niej na zawsze." 

W pierścieniu ognia jest źródłem niepewności, początkiem nierównowagi, istną huśtawką nastrojów, jest też wyraźnym buntem, sprzeciwem przeciwko władzy. Znakiem, że każdy ma już dosyć. Podobno tamte igrzyska były tylko dziecinną zabawą, dopiero teraz rozpocznie się gra. A bohaterowie? Oni chyba też nie wiedzą, w którą stronę pokierować swoje kroki, więc błądzą i wyciągając ręce do przodu szukają jakiejś nieistniejącej podpory.


Kosogłos jest czymś więcej, niż tylko ostatnią częścią mojej ulubionej serii. To podróż w głąb natury ludzkiej, odwiedzenie jej najgłębszych zakamarków, wyraźny upadek, niemożność poradzenia sobie z otaczającą bohaterów rzeczywistością. Droga ku normalności, do spokoju i życiowej przystani. Ale wiadomo, nocne koszmary nigdy całkowicie nie zginą, wspomnień się nie pozbędziemy, strachu przed ciemnymi cieniami nie da się od tak po prostu z nas wykorzenić. Ale dobrze, że możemy liczyć na osobę, która jest obok i w każdej chwili może przyciągnąć nas do siebie. 

"Więc kiedy szepce:
- Kochasz mnie. Prawda czy fałsz? 
Odpowiadam: 
- Prawda."

Może to głupie i dla postronnego obserwatora nic nieznaczące, ale muszę dodać, że zawsze na widok jakiejkolwiek rzeczy związanej z Igrzyskami Śmierci moje serce płonie tak samo, jak dziewczyny, która igra z ogniem. Bynajmniej, czy to cytat, czy zwykłe zdjęcie aktora z filmowej ekranizacji - na mojej twarzy wykwita szeroki uśmiech. Polecam z nadzieją, że zachwycicie się tak bardzo jak ja.

18 komentarzy:

  1. Ja czytałam całą trylogię, więc filmu na pewno sobie nie odpuszczę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na film się dopiero wybieram, u mnie w kinie będzie od 5 grudnia.

      Usuń
  2. e, nic specjalnego. kosogłos film spoko (na bieżąco jestem), ale książka zwykła raczej z tego co pamiętam. najlepszy pierwszy tom. a seria podobała mi się jak miałam 13 lat, ale teraz... no nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dla ciebie. dla mnie igrzyska są jedną z najważniejszych ksiązek. :>

      Usuń
  3. Hmmm... Ja bardzo lubię "Igrzyska...", nie mam na ich punkcie może jakiejś manii i nie czytam ich raz po raz jak Ty, ale była to pierwsza książka antyutopijna, jaką przeczytałam i chyba jedyną, która zostanie w mojej pamięci na trochę dłużej. Collins stworzyła naprawdę świetną historię, dopracowaną, ŻYWĄ, wciągającą i muszę przyznać, że wszystkie trzy tomy przeczytałam jednym tchem, nie idzie się oderwać ^^ Najmniej podobał mi się "Kosogłos", jak dla mnie za dużo walki, a ja zazwyczaj takich wątków nie lubię (chyba że chodzi o historię prawdziwą, rozumiesz). "WPO" to mój faworyt ♥♥♥ Teraz wybieram się na film, ale nie wiem, czy w końcu się wybiorę, miejmy nadzieję, że tak :)) A tak w ogóle - team Peeta :P
    Pozdrawiam ciepło!
    PS. Dlaczego do jasnej ciasnej tak rzadko piszesz?! Czekam na post już długo, długo ^^ Dwa tygodnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zazwyczaj tak mam że jeśli jakaś historia przypadnie mi do gustu to zapamiętuję ją i wracam bardzo często. :D team peeta. ♥
      PS. Kolejny post przewidziany na za dwa tygodnie pewnie znowu. ;p
      Dlaczego tak rzadko piszę: szkoła (czwartki są najgorsze, siedzę w szkole 9 godzin lekcyjnych), projekt na ukończenie gimbazy (promieniotwórczość to wcale nie jest taki łatwy temat), dodatkowy angielski (zaczęłam więcej po angielsku czytać, ale nie chce mi się tego recenzować, także tego... -the secret garden przeczytałam, a teraz pani dała mi jakąś inną ksiązkę), jestem zmęczona (wracam w piątek ze szkoły i kładę się spać, po czym wstaję i się uczę, znowu idę spać itd.), a poza tym wypaliłam się czytelniczo. Czytać mi się zwyczajnie nie chce, a jak się chce to i tak nie mam na to siły i ochoty. No i ostatnio tak wychodzi, że albo nie ma mnie w domu, albo jak jestem to się uczę, więc nawet nie mam chwili żeby usiąść z ksiązką. No. to . kropeczka. :>
      pozdrawiam ciepło.

      Usuń
  4. Myślę, że nic nie uszczęśliwiłoby Cię tak jak broszka z Kosogłosem ;) Bardzo lubię czytać wpisy tak przepełnione emocjami i prawdziwą pasją. Byłabyś dobrą, plastycznie piszącą, pisarką ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oo. bardzo chciałabym taką. *.* Miło mi czytać takie przypuszczenia, zapraszam więc na mojego drugiego bloga - Na krawędzi koła - takie opowiadanie do poczytania. byłoby miło gdybyś zajrzała. :>

      Usuń
  5. Uwielbiam tę trylogię, zarówno książki jak i filmy. Czy język jest prosty? Hm, może i jest, ale w tej książce to fabuła gra główną rolę, wszystkie wydarzenia. Fakty są najważniejsze, tak jak napisałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kocham tą trylogię, choć także jej nienawidzę za emocjonalnego kaca, z którym mnie pozostawiła. Moja miłość zarówno do trzech książek, jak i Peety jest żywa i płonąca i akurat jestem PEWNA, że ten płomień - nigdy nie zgaśnie. :) A zaczynało się od iskry...
    Anyway, filmom mówię nie. Znaczy ok, miewają lepsze momenty, ale i tak szalenie mi przeszkadza, że nie ma w nich tego co było w książkach. GŁĘBI.
    Pozdrawiam!
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku, serio? Dla mnie te ekranizacje są właśnie doskonałe. :o no ale każdy ma inny gust. :) :) team peeta ♥

      Usuń
  7. "Igrzyska śmierci" czytałam tylko raz - dwa lata temu. I byłam zachwycona całą trylogią, którą pochłonęłam w błyskawicznym tempie - pierwszą część chyba w kilka godzin. Gdy znajdę czas to planuję sobie wszystkie trzy części odświeżyć :) Filmom nie mówię nie, ale książki uważam za 100 razy lepsze ;) Jest w nich jakaś głębia, jakiś przekaz, których w filmie ciężko się dopatrzyć.
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytane drugi raz smakują jeszcze lepiej. :D Co wy tak z tym filmem, ze brak głębi, dla mnie właśnie w ekranizacji jest mnóstwo przekazu i uważam że doskonale odwzorowuje książkę. :D ale każdy ma inny gust. ;)
      p.c.

      Usuń
  8. Igrzyska to jest z pewnością niezwykła trylogia. Choć pierwszy tom nie skradł mojego serca. Dużo bardziej podobała mi się jej ekranizacja. Ale za to pozostałe części-wypadły już na 10!

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam "Igrzyska..."! Najbardziej chyba lubię pierwszą część, kolejne coraz mniej, ale cały cykl naprawdę ujął mnie za serce. Jeszcze kiedyś przeczytam. Genialne podsumowanie :)
    Pozdrawiam ciepło :*

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku!
Skoro tu dotarłeś, to znaczy (mam nadzieję), że przeczytałeś post powyżej i wiesz co komentujesz. Będzie mi bardzo miło jeśli co do treści komentarza trochę się wysilisz, bo na każdy z nich odpowiadam. Wszelkiego rodzaju dyskusje są bardzo mile widziane. :)
Twojego bloga także odwiedzę i jeśli przypadnie mi do gustu – pozostawię po sobie ślad.
Jeśli masz do mnie jakieś pytanie, to śmiało pytaj.
Kontakt: kinga.godowska@vp.pl
Dziękuję za wszystkie komentarze!