niedziela, 14 grudnia 2014

niezbędnik obserwatorów gwiazd

Lubicie patrzeć w gwiazdy? Leżeć z bliską osobą na dachu i obserwować jak kolejno mrugają, zmieniają kolory i błyszczą się w najpiękniejszy sposób? Lubicie widok ciemnego nieba nad sobą i odgłosy nocy? 


Musicie wiedzieć, że uwielbiam Wybacz mi, Leonardzie Quicka. Książkę, którą zapewne jeszcze długo będę pamiętała i po Niezbędniku spodziewałam się tego samego, a tymczasem męczyłam go dobry miesiąc. Wynika to zapewne z faktu, że nienawidzę koszykówki, sportu w ogóle nie trawię. Lubię niebo i to, jak jest ono usiane gwiazdami, uwielbiam w nie spoglądać, ale... Matthew Quick opisał kosmos w tak bez emocjonalny sposób, że podczas lektury myślałam z czym zrobić sobie kanapkę, a nie skupiałam się na treści. Przyczyną mojego rozkojarzenia mogło też być przemęczenie wszystkim dookoła, ciągłe zdenerwowanie czy też kompletny brak czasu, ale wydaje mi się, że to jednak autor jest temu winny, bo zaserwował swoim czytelnikom powieść nudną jak flaki z olejem i tak boleśnie monotonną, że oczy same mi się zamykały.

Fabuła jest nieciekawa, życie Finleya możemy streścić w następujący sposób: całowanie się z Erin na dachu, gra w kosza i tajemniczy Numer 21. No i to by było na tyle, nie oczekujcie więcej, bo raczej nie dostaniecie. Nawet w chwilach, kiedy "podobno" akcja przyspiesza czytelnik marzy jedynie o tym, aby ten wielki problem w końcu został rozwiązany i żeby dane mu było przekręcić ostatnią stronę. Dobrze, że chociaż rozdziały są krótkie, bo inaczej - słowo daję - nie zmęczyłabym do końca, zwyczajnie padłabym w połowie drogi. 

Styl autora jest prosty, tak beznadziejnie bezbarwny, że czułam się, jakbym czytała swoją rozprawkę z języka polskiego albo streszczenie jednej z lektur szkolnych. Bo wiecie, czasami ma się wrażenie, że autor powieści przelewa słowa dla nas prosto z serca i że każde z nich to cząstka jego duszy, wtedy też czytelnik może się doszukiwać różnych znaczeń, czegoś niewidocznego na pierwszy rzut oka, takiej wyimaginowanej części książki. A tutaj nie ma nawet co próbować, bo Quick napisał dla nas jedynie same suche zdania. Nie ma wyobraźni w tej historii, brakuje wolności, takiej chęci do działania... a to powinno tu być, wypadałoby gdyby było. 

Bohaterzy to kolejny minus, wszyscy są... bez wyrazu, niby autor nadaje im na siłę jakieś znaki charakterystyczne, ale wypada to dość nieumiejętnie, bo dialogi są drętwe, brzmią identycznie w przypadku każdej z postaci. Zupełnie jakbym oglądała spektakl z aktorami, którzy weszli na scenę nie wiedząc jaką rolę mają odegrać.   

Może to ze mną jest problem, jestem zbyt kategoryczna i nie doceniam opowieści napisanej jakby na kolanie, kiedy nie miało się nic lepszego do roboty. Wyobrażałam sobie, że Niezbędnik obserwatorów gwiazd to będzie właśnie taka cudowna podróż do tych białych punkcików, ale niestety moje życzenie się nie spełniło. Bywa i tak, nie będę polecała i nie będę odradzała. Jeśli macie ochotę to przeczytajcie, całkiem możliwe, że będziecie zauroczeni lekturą, bo Niezbędnik zbiera same pozytywy. 

21 komentarzy:

  1. Trochę ostudziłaś mój zapał. Początkowo nie chciałam czytać tej książki, później zachęcały mnie kolejne recenzje, potem zapomniałam, a teraz nie chcę jej czytać. Nijacy bohaterowie i bezbarwny język mnie odrzucili niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem słusznie, bo nie warto tracić czasu. ;)

      Usuń
  2. Tak już czasem bywa, że powieści, które zbierają praktycznie tylko pozytywne opinie nas rozczarowują. Miałam tak parę razy, głównie z książkami młodzieżowymi i jest to pewna irytacja, kiedy coś co podobało się wszystkim, dla ciebie jest albo przeciętne albo wręcz beznadziejne. Quicka jeszcze nic nie czytałam i wątpię, bym nadrobiła to w najbliższym czasie - myślę, że w swoich najbliższych planach mam bardziej wartościowe pozycje, aczkolwiek nie skreślam go na przyszłość. Jeśli sięgnę to chyba po "Wybacz mi Leonardzie", bo widziałam już kilka, w tym twoją, zachwalających recenzji :) Może następna książka okaże się bardziej dobrana? ;)
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co racja to racja, już nieraz się o tym przekonałam, niestety. ;( Wybacz mi Leo było cudowne, Niezbędnik nie dorasta Leonardowi do pięt. Przeczytaj, przeczytaj. ;)
      Na to liczę. :D

      Usuń
  3. e tam. może nie tak dobra jak poradnik czy leonard, ale moim zdaniem i tak niesamowita:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Quick to jeszcze dla mnie zagadka do odkrycia i właśnie najbardziej zacierałam rączki na "Niezbędnik obserwatorów gwiazd" właśnie dlatego, że koszykówka, gwiazdy i pozytywne recenzje. Przyznam się szczerze, jak w zwyczaju negatywne opinie studzą mój zapał, tak tym razem, twoja podwoiła mój apetyt na tę książkę. Serio jest aż tak nudna? Cóż sprawdźmy. Koszykówkę kocham, więc może to będzie coś dla mnie :D Tymczasem zapraszam cię do rozdawajki na moim blogu, gdzie można wygrać trzy ciekawe książki. Może któraś cię zainteresuje :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, ja zawsze zamierzam kogoś zniechęcić a w efekcie wychodzi co innego, no cóż, przeczytaj, liczę że jednak ci się spodoba i się nie zanudzisz na śmierć tak jak ja. ;p
      Już sprawdzam co jest grane. ;)

      Usuń
  5. Akurat też mam u siebie recenzję tej książki, jednak na mnie wywarła o wiele lepsze wrażenie. Tak więc opcje są dwie - albo Twój nastrój rzeczywiście mocno zaważył na jej odbiorze, albo to ja nie miałam zbyt wygórowanych oczekiwań, bo nie czytałam jeszcze "Wybacz mi, Leonardzie". Choć przyznam, że przez taki, a nie inny styl autora jakoś nie potrafiłam całkiem wczuć się w sytuację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Leonardzie autor posługuje się jakby zupełnie innym stylem, takim .. wyjątkowym, przeczytaj i oceń. jestem ciekawa. :)

      Usuń
  6. Właśnie słyszałam same pozytywy o "Niezbędniku" co wydawało mi się podejrzane, ale pomyślałam - skoro ludzie lubią i ja powinnam spróbować. Poza tym, ta nowa okładka ma piękny odcień błękitu, więc nie mogłam się nie skusić ^^ Ogólnie, staram się nie nastawiać do tej powieści przesadnie negatywnie bądź pozytywnie i mam nadzieję, że w ten sposób uniknę rozczarowania. :)
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, ta nowa okładka jest śliczna, właśnie na nią dałam się złapać. ;-/

      Usuń
  7. Z Quicka znam tylko Poradnik pozytywnego myślenia - podobał mi się. Na urodziny mam zamiar sprezentować sobie Leonarda oraz gwiazdę rocka. Do niezbędnika, szczerze mówiąc, wcale mnie nie ciągnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gwiazdy rocka jestem strasznie ciekawa (czekam na recenzję :)), bo miło wspominam Leonarda. Ale Poradnik zupełnie mnie nie ciekawi. ;,-

      Usuń
  8. Rozumiem, że jak będę się brała za książki tego autora, to mam nie zaczynać od tej ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zacznij od "wybacz mi, Leonardzie". :)

      Usuń
  9. Może czytelnik taki jak Ty się nudzi - jak dla mnie była to powieść fenomenalna! Quick świetnie wpasował się w mój czytelniczy gust, połknęłam tę powieść w niecałe dwa dni, doczytując na przerwach, muzyce i historii. To może jedna wynikać z naszych odmiennych gustów i podzielę się z Tobą moimi spostrzeżeniami:
    Ja cenię w książce prostotę. Nie lubię wyszukanych przenośni, bo chce mi się od nich, za przeproszeniem, wymiotować. Język autora, dla mnie, powinien być piękny w swojej prostocie (Finley to chłopak - dlaczego oczekiwać po nim wielkich przemyśleń?). Dla mnie liczy się głównie treść i bohaterowie. Ty za to własnie lubisz, gdy autor czaruje Cię słowem. Taki trochę przyrost formy nad treścią. Romantyczna dusza ^^ Ja jestem prosta jak ziemniak, to mnie nudzi. Ciebie - intryguje.
    Poza tym trochę z Finley'em mamy wspólnego, a Erin była przesympatyczna. A Numer 21? Ten gość mnie rozwalał :)) Z pewnością sięgnę po inne książki autora ^^ Już niedługo u mnie recenzja.
    Szanuję jednak zdanie innych ludzi, ale no weeeeź... Ta powieść była świetna! ^^

    Pozdrawiam ciepło!
    zaczarrowana.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja prostotę cenię w życiu na co dzień, ksiązka to ksiązka - chcę żeby była niezapomniana i zdecydowanie nie zwyczajna. :-)
      Oczekiwałam od Finleya więcej bo to chłopak własnie, a ja jestem dziewczyną no i muszę przyznać że cholernie ciekawi mnie męski punkt widzenia, po prostu. ;)
      Przeczytaj Leonarda koniecznie, zachwyci cię jeszcze bardziej. ;D
      Nic nie wezmę xd
      p.c. ;*

      Usuń
  10. No, i znowu nie wiem :c Czytałam kilka pozytywnych recenzji, ale mam wrażenie, że moja opinia byłaby bliska Twojej, więc... Cóż, jak już mówiłam - zacznę od słynnego "Poradnika...", potem dopadnę "Wybacz...", a z resztą się zobaczy ;>
    Swoją drogą, pochwalę Ci się, że znalazłam taką fajną bibliotekę, w której są nowości! Wchodzę i co leży na półkach? 3 książki Greena! Gdyby w którejś z moich pozostałych bibliotek (bo należę w sumie do 5, z czego z dwóch korzystam regularnie, z dwóch w wakacyjno-feriowym okresie, a jedna to właśnie ta, o której piszę xd) jego książki w ogóle się pojawiły, byłaby na nie miliardowa kolejka, a tutaj leżą sobie i tylko krzyczą: "Weź mnie!". Oczywiście, chciałam zabrać pół biblioteki, ale mogłam wziąć tylko dwie, bo nie miałam miejsca, a w domu mam już 6 innych :C Także czekaj na recenzję "Szukając Alaski" ("Gwiazd naszych wina" pożyczyła mi wcześniej koleżanka z klasy, jeju, moja klasa jest najlepsza!) i "Pułapki uczuć" C. Hoover, które przy dobrych wiatrach i moim tempie pojawią się za rok :D
    Hah, kończę opisywać moje nudne życie, pozdrawiam cieplutko <33

    OdpowiedzUsuń
  11. Czekam! Czekam :D :D Mam nadzieję, że ci się spodoba, ja bardzo dobrze tę książkę wspominam, w ogóle Green mocno zapisał mi się w pamięci. ;) A GNW chyba najlepsza od Greena, może dlatego, że pół nocy przepłakałam. ;p Pułapki uczuć nie znam, ale autorka to ta od Hopeless, tak? :>
    p.c. :*

    OdpowiedzUsuń
  12. Łał, bardzo mnie cieszy, że ktoś podziela moje odczucia. Po naprawdę niesamowitym "Poradniku pozytywnego myślenia" spodziewałem się - podobnie jak Ty - czegoś... hmmm... bardziej trzymającego poziom. Przede wszystkim Poradnikowy Pat jest bardziej wartościowy od trójki pierwszoplanowych bohaterów. Tam Quick pokazał jego niestabilność psychiczną, taką kruchość jego, wydawałoby się, stabilnego stanu. Tutaj Bohater z Problemem wydaje się zbyt bezbarwny. Można by zestawić obie książki autora na kilku innych płaszczyznach, ale po co, skoro Ty już to zrobiłaś, i to bardzo dobrze :)
    Pozdrawiam!
    Gnom.
    [niepokoje-gnoma]

    P.S. Sorka, że zawalam Cię spóźnionymi komentarzami, po prostu mam tendencję do wygrzebywania starszych recek i ich ponownego czytania.

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku!
Skoro tu dotarłeś, to znaczy (mam nadzieję), że przeczytałeś post powyżej i wiesz co komentujesz. Będzie mi bardzo miło jeśli co do treści komentarza trochę się wysilisz, bo na każdy z nich odpowiadam. Wszelkiego rodzaju dyskusje są bardzo mile widziane. :)
Twojego bloga także odwiedzę i jeśli przypadnie mi do gustu – pozostawię po sobie ślad.
Jeśli masz do mnie jakieś pytanie, to śmiało pytaj.
Kontakt: kinga.godowska@vp.pl
Dziękuję za wszystkie komentarze!