poniedziałek, 29 grudnia 2014

O dwóch ostatnio obejrzanych filmach

zostać wśród żywych czy oddać się śmierci? 


Zostań, jeśli kochasz obejrzałam zachęcona mnóstwem pozytywnych słów, które krążyły dookoła mnie. Byłam przygotowana na ładny i ciepły film, zadający na koniec tytułowe pytanie i sprawiający, że po prostu te niecałe dwie godziny nie okażą się zmarnowane. 

Niestety ekranizacja powieści Gayle Forman (której nie czytałam) straszliwie mnie zawiodła. Historia, którą opowiada nam Mia jest przesłodzona, melodramatyczna, przesadzona i... po prostu nudna, a do tego boleśnie przewidywalna. Jedyne co potrafiłam robić podczas oglądania to wzdychać z miną pełną żałości i totalnej porażki. 

Gra aktorska jest... słaba, nikt mnie nie przekonał, powiem szczerze, że bieg wydarzeń mało mnie przejął i oglądałam na siłę. O ile Chloe Moretz - odtwórczyni roli głównej bohaterki - była całkiem znośna, o tyle Jamie Blackley - jej filmowa wielka miłość - był totalnym nieporozumieniem. Reszta nie wyróżnia się z tłumu, zostało im poświęcone tak mało miejsca, że nie sposób ocenić mi czy się spisali, zwyczajnie nie mieli okazji się odpowiednio zaprezentować. 

Ścieżka dźwiękowa drażniła mnie tylko, nie mogłam połączyć jej z tym, jaki gust mieli bohaterowie, bo to zwyczajnie nie pasowało, Mia z wiolonczelą jakby się gryzły, a po dziewczynie nie było widać śladu emocji kiedy grała. Sam Adam kreowany na szalonego rockmena okazał się mdłym romantykiem. 

Osobiście nie polecam, bo wymęczyłam się bardzo, ale jeśli lubicie wyidealizowane historie to czemu nie?      

*** 

o tym, że przyjaźń jest tylko wstępem do czegoś znacznie większego


Jeśli chodzi o Love, Rosie to wyszłam z kina naprawdę zachwycona mimo, że wątek przyjaźni od dziecka, która przeradza się nieoczekiwanie w coś bardziej skomplikowanego jest typowy i każdemu z nas na pewno dobrze znany, może nie tylko za sprawą literatury i filmów, ale też z własnego doświadczenia. 

Tak więc Love, Rosie jest strasznie przewidywalne, na tyle, że koleżanka była w stanie szeptać mi co parę minut swoje sugestie dotyczące kolejnej sceny (których 75% się sprawdziło) do ucha, zanim ja w ogóle zdążyłam na ten temat pomyśleć. Mimo to ekranizacja powieści autorstwa Ahern Cecelia okazała się ciepła, urocza, śmieszna i poprowadzona z przymrużeniem oka.

Lily Collins okazała się świetną Rosie, wypadając niezwykle przekonująco i całym sercem wczuwając się w przydzieloną jej rolę, natomiast Sam Claflin to chyba nie tylko dla mnie najlepszy punkt tego filmu, prawda? Naprawdę uwielbiam tego aktora, można pochwalić umiejętności. 

Polecam na jeden z zimowych wieczorów, kiedy mamy ochotę znowu wyobrazić sobie gorące lato i promienie słońca ogrzewające skórę.

22 komentarze:

  1. Film "Zostań, jeśli kochasz" trochę gorszy od książki, chociaż też mi się podobał, a "Love Rosie"mam w planach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak raczej po wersję papierową nie sięgnę, nie jestem jej ciekawa. :>

      Usuń
  2. mnie się tam Zostań jeśli kochasz strasznie podobało, nawet się popłakałam :) a o Love Rosie nie mam zdania jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
  3. Obydwa filmy chętnie obejrzę, choć Tobie widzę "Zostań, jeśli kochasz" się nie podobało :P Zamierzasz czytać książkę? Ponoć jest o wiele lepsza od filmu ^^ Sama muszę się za nią zabrać. "Love Rosie" musi być ciekawe, powieść raczej odpuszczę, ale film... czemu nie?

    zaczarrowana.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej nie, bo i fabuła nie była zbyt ciekawa... w każdym razie, w przyszłości okaże się czy sięgnę czy też nie po ZJK :)

      Usuń
  4. Żadnego z tych filmów nie oglądałam. Raczej nie planowałam tego zmieniać, jednak w wolnej chwili może zdecyduję się na "Love, Rosie". Z kolei nad "Zostań, jeśli kochasz" może zapoznam się w wersji książkowej. Jeszcze zobaczymy. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Love Rosie jest idealne, aby się zrelaksować. :)

      Usuń
  5. Jeszcze żadnego nie widziałam, ale mam w planach przede wszystkim ,,Love, Rosie" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli obejrzysz to daj znać jak wrażenia. :)

      Usuń
  6. Obydwa filmy mi się podobały, co mam powiedzieć - czasem lubię takie wyidealizowane, słodkie historie dla nieuleczalnych romantyczek :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że spędziłaś miło czas, być może ja co do Jeśli zostanę miałam zbyt wysokie oczekiwania. ;)

      Usuń
  7. Love, Rosie wygląda na film warty obejrzenia, a osobiście bardzo lubię Lily Collins więc koniecznie trzeba ekranizację wypróbować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja także chwalę sobie tę aktorkę. ;)

      Usuń
  8. Do "Zostań jeśli kochasz" zupełnie się nie zgodzę. Ja ten film absolutnie kocham. W stosunku do książki, okazał się nawet lepszy od niej samej, więc jestem zachwycona. I Jamie'm i Chloe i ogólnie wszystkimi bo twórcy zapewnili mi tyle minut rzewnego płakania, że nie ma mowy, żebym tej ekranizacji nie wliczała do jednej z najlepiej zrealizowanych.
    Natomiast "Love, Rosie" kończę czytać i szału nie ma, ale słyszałam, że film jest lepszy, więc obejrzę. Jeśli nie dla faktu, że to ekranizacja dość przeciętnej powieści, to dla Sama i Lily.
    Pozdrawiam!
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę cieszę się, że Jeśli zostanę tak dużo wywołało w Tobie emocji, każdy ma inny gust przecież. :) A Love Rosie zaczęłam ostatnio czytać, ale jako, że nie podoba mi się forma w jakiej ksiązka została napisana - przerwałam i raczej już nie wrócę. :)

      Usuń
  9. "Love, Rosie" z chęcią bym obejrzała, jednak na "Zostań..." się nie skuszę. Książka też mnie nie porwała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Utwierdziłaś mnie w przekonaniu, że nie warto tracić na tę książkę czasu, bo wahałam się czy sięgnąć... ;)

      Usuń
  10. Nie widziałam żadnego z tych filmów, ale mam ochotę na oba. Oby przypadły mi do gustu. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Chyba takie filmy to nie do końca moja działka, ale myślę, że z ciekawości je obejrzę. "Love, Rosie" oceniasz bardzo pozytywnie, więc możliwe, że i mnie się spodoba, a jeśli chodzi o "Zostań, jeśli kochasz" to najpierw przeczytam książkę, bo widziałam ją u siebie w bibliotece.
    Pozdrawiam ciepło :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bym się po sobie nie spodziewała że Love Rosi mi się spodoba, bo raczej nie gustuję w takich filmach, ale jednak... ;)
      p.c.

      Usuń

Drogi czytelniku!
Skoro tu dotarłeś, to znaczy (mam nadzieję), że przeczytałeś post powyżej i wiesz co komentujesz. Będzie mi bardzo miło jeśli co do treści komentarza trochę się wysilisz, bo na każdy z nich odpowiadam. Wszelkiego rodzaju dyskusje są bardzo mile widziane. :)
Twojego bloga także odwiedzę i jeśli przypadnie mi do gustu – pozostawię po sobie ślad.
Jeśli masz do mnie jakieś pytanie, to śmiało pytaj.
Kontakt: kinga.godowska@vp.pl
Dziękuję za wszystkie komentarze!