sobota, 17 stycznia 2015

Lykke Li - I never learn (album, 2014)


 where the blue moon shines

I never learn - piękna muzyka, która sprawia, że zamykając oczy nic prócz niej nie istnieje. Poznałam kilka dni temu, a słucham wciąż, wciąż i wciąż... i choć wydawałoby się, że zdążyłam nauczyć się jej na pamięć - to jednak nie, bo za każdym razem jest inaczej, słyszę jakiś nowy dźwięk, jakieś nowe słowo zaczyna mieć znaczenie. A uwierzcie, że w tym krótkim tekście piosenki, kryje się cały gąszcz słów, takich zupełnie nieprzypadkowych, ale odpowiednio dobranych.   

I`m settining you free 

Just like a dream - jest doskonała, niezwykły popis umiejętności Lykke Li przy refrenie, można się na chwilę zapomnieć. I ten żal wypływający z każdego słowa, ta tęsknota, smutek i zapomnienie, jest jak patrzenie w roztrzaskane lustro. W połamaną miłość, gdzie tylko jedna osoba kochała, a druga kłamała. 

silverline only you will find silverline I'll save you every time

Silver Line - przede wszystkim uspokaja, zapewnia, że znajdziemy schronienie, delikatnie błyszczące światełko w ciemnym tunelu.

I am longing for your poison like a cancer fot its prey

Gunshot - wzrusza, chwyta za serca i prezentuje zawartą zaledwie w kilku słowach historię życia dwojga ludzi. Muzycznie ta piosenka najbardziej mi się podoba na tym albumie, refren został doskonale zaakcentowany, a każda ze zwrotek, kiedy muzyka zwalnia, pokazuje jak piękny głos ma Lykke Li. Ma się wrażenie, jakby słyszało się wystrzały z broni, pękające serca, rozpadające się uczucia...  

...can you hear my heart cry?

Never gonna love again - jest wypieraniem miłości z siebie, uciekaniem przed nią, jest też świadomością, że przecież gdyby nie ona wszystko byłoby prostsze, bardziej klarowne, konkretne, wiadome, nie byłoby aż tak żywych barw, jedynie szarość.

***
No rest for the wicked, Love me like I`m not made of stone, Heart of steel, Sleeping alone - wszystkie znikają w tłumie, nie wyróżniają się, ani muzyką, ani przykuwającym uwagę tekstem, takie sobie średnie, brakuje czegoś charakterystycznego, wyróżniającego je wśród innych, poza tym są kompletnie bez życia, dla mnie chyba za spokojne. Ale na pewno dobre, tyle że dla osób o troszeczkę odmiennym od mojego guście. 
*** 

Ogólnie płyta I never learn ma swoje lepsze, jak i gorsze strony, muszę przyznać, że tak naprawdę po pierwszym przesłuchaniu wszystkich utworów całość zlała mi się w jedną całość pozostawiając po sobie dziwne uczucie, jakby te dziewięć różnych piosenek było w rzeczywistości jedną i tą samą. Jestem przyzwyczajona, że wykonawca zaskakuje, pokazując odbiorcy zarówno szybsze, jak i wolniejsze piosenki, tworząc jednocześnie różnorodny album, a tutaj niestety tego nie dostaniemy. Szczerze mówiąc boję się posłuchać poprzednich płyt wokalistyki, obawiam się, że odbiorę je tak samo, czyli znajdę kilka cudownych perełek i jednocześnie dostanę parę straszydeł.