niedziela, 8 lutego 2015

echa wspomnień na zawsze pozostają w pamięci

Anglia. 1937. Blacknowle. Wieś na wybrzeżu Dorset.

Czasami trafia się na książkę, której nie sposób dopasować do jakiejkolwiek kategorii. 

Mitzy ma czternaście lat, kiedy do jej rodzinnej miejscowości przyjeżdża Charles Aubrey, jego kochanka oraz ich dwie córeczki. Charles okazuje się być artystą, już przy ich pierwszym spotkaniu Dimity staje się pożywką jego prac, jego muzą, fascynacją. 
Dopiero po kilkudziesięciu latach właściciel galerii sztuki odkrywa, czego skutkiem było dziecięce zauroczenie, przerodzone w obsesję, wręcz chorobę. 

Powieść, która mnie zaskoczyła. Zaskoczył przede wszystkim ten brak zahamowań moralnych ze strony głównej bohaterki. Fakt, że wyrzucała matce wiele rzeczy, a sama nie była lepsza. Była taka sama jak ona. Poznajemy ją jako dziecko, istotę która powinna być bezbronna, delikatna, pełna życia. Tymczasem ona jest silna, potrafi sama o siebie zadbać, w czytelniku rodzi się względem niej szacunek. A potem to mija. Mija, bo Mitzy dorasta, a wraz z tym oddaje się chorej fascynacji względem Charlesa, zmienia się tak bardzo, że nawet w oczach Valentiny, swojej matki, widzi coś niespodziewanego - szacunek. Niestety czytelnik czuje tylko obrzydzenie na myśl o niej, wstręt, nie wyobraża sobie jak ona mogła tak postąpić, zrobić to z zimną krwią. Nawet nie było widać, żeby żałowała....          

Zaskoczyła mnie także precyzja z jaką Katherine Webb dopracowała każdą najmniejszą cechę charakteru poszczególnych postaci, jak bardzo są indywidualne, oryginalne, wyjątkowe. Jednak, oprócz Dimity, nie potrafiłam też zrozumieć Charlesa. Bo czego on tak naprawdę chciał, myślał co robi, czy kochał? Nie potrafiłam zrozumieć Calestle - jej obłąkańczej zazdrości, krzywdy jaką wyrządziła córce. Nie umiałam rozgryźć Elodie, wniknąć w to, co czuła Dolphine. Bez konkretnej przyczyny drażniła mnie Hannah, drażnił mnie Zach. A Valentina... na nią nie mam słów, trudno mi rozeznać się w tym, co na jej temat myślę.
To szczególni bohaterowie, których obserwowanie jest dziwnym przeżyciem, ale zrozumienie zawiłości ich charakterów zbyt skomplikowane dla mnie. 

Dlatego mimo tak doskonale skonstruowanej fabuły, gdzie przeszłość i teraźniejszość tak płynnie się przeplatają, przebieg wydarzeń każe wręcz niecierpliwie przewracać kartki, a urokliwy warsztat pisarki wywołuje podziw - nie potrafiłam poczuć tak naprawdę tej książki. W Echach pamięci zabrakło mi tej specyficznej więzi, którą mogłabym nawiązać z fikcyjnymi postaciami. 

Jednak polecam, bo to bardzo dobra książka, pewnego rodzaju odkrycie literackie. Powieść, gdzie nawet morskie fale okrywa smutek. Powieść wypełniona gorzkimi, grzebiącymi człowieka wspomnieniami. Bólem, ale też nadzieją. Nadzieją, że to może nie jest prawda, że wczoraj się nie zdarzyło, że może oni wrócą on wróci ona wróci.
 
Odkryjcie, jakie sekrety kryją się w ludzkiej pamięci.