Dlaczego uważam, że bloger książkowy NIE POWINIEN dostawać wynagrodzenia

Tak, dobrze przeczytaliście tytuł.
Jestem blogerką książkową i w jakiś mikroskopijny sposób należę do tego świata miłośników książek, którzy chcą się dzielić swoją pasją z innymi. Kiedy w 2013 założyłam (innego niż ten) bloga, nawet nie przeszło mi przez myśl przez dwuletnie blogowanie, że za napisanie recenzji mogłabym dostawać pieniądze. Byłam młodziutka i cieszyłam się, że w ogóle ktoś wpadł do mnie, zostawił komentarz, a że wydawnictwo wysłało mi książkę? SZOK!

Później Filiżankę założyłam w 2014r, chcąc czegoś nowego. Chciałam bloga poprowadzić w inną stronę, w międzyczasie zdarzyły się spore przerwy (turbulencje w moim życiu prywatnym skutecznie się do tego przyczyniły). W maju wróciłam i byłam kolejny raz w ogromnym szoku, że zaledwie po miesiącu z powrotem udało mi się odnaleźć w blogowym (i bookstagramowym) świecie.

Photo by Ella Jardim on Unsplash

Przechodząc z tej historycznej części mojej przygody z blogowaniem do konkretów:
- Filiżankę prowadzę z pasji do książek (czasami filmów i seriali), 
- nie mam wykształcenia, dzięki któremu można byłoby nazwać mnie krytykiem literackim albo znawcą literatury
- moje opinie zawsze są subiektywne i często negatywne

Zmierzam do tego, że blog książkowy nigdy nie łączył się dla mnie z pracą. Jasne, podajcie mi jako przykład blogi lifestajlowe, kosmetyczne i powiedzcie, że tamte dziewczyny na tym zarabiają. Okej, ale jaki rozgłos muszą mieć, żeby zarobić? Żeby zapłacili jej za to, że jej się coś spodoba albo i nie? 
Zwykły szary bloger nie powinien oczekiwać, że Wydawca zapłaci mu czymś innym niż egzemplarzem książki w zamian za opinię, co do której nawet nie ma pewności, że będzie pozytywna. 
Komu się to opłaca? 
Blogerowi. 
A Wydawcy? 
No nie, bo książka też jest coś warta (książki są drogie, Drodzy Państwo, ostatnio ceny okładkowe szaleją i coś, co kiedyś kosztowałoby 30zł, teraz na odwrocie ma cenę 50zł). Plus wspomniany Wydawca musi wysłać paczkę, a przesyłka też kosztuje (tak, wiem, oni pewnie mają zniżki, ale też coś jednak płacić muszą skoro wysyłają tulu osobom tyle książek). Robimy reklamę danej powieści... Ale reklama byłaby też bez tak dużej ilości egzemplarzy recenzenckich. Ludzie, który lubią czytać i pisać o książkach, będą to robić. 

Były, są i będą osoby, co do których mam pewność, że nie są szczere. A Wydawcy nie płacą im za recenzja. I skoro są osoby, które potrafią sprzedać szczerość dla darmowego egzemplarza recenzenckiego, powiedzcie mi, jaki byłby ogrom nieszczerych blogerów, gdyby Wydawcy zaczęli uiszczać wynagrodzenie za zrecenzowanie i sfotografowanie książki

Mówicie, że przecież prowadzenie bloga zajmuje tyleee czasu, tyleee czasu trzeba poświęcić na napisanie i dodanie recenzji, książkę trzeba przemyśleć, przeanalizować, zrobić dobre zdjęcia.
No trzeba. I jest to dla ludzi, którzy mają czas, albo przynajmniej dobrą organizację czasu.
Możecie cierpieć na jego brak, gdy dodajecie 4/5 recenzji w tygodniu (nie wiem, jakim cudem można przeczytać taką liczbę książek w jeden tydzień, jak ja tyle daję radę przeczytać w miesiąc, mam tutaj na myśli rok szkolny, bo teraz w wakacje czytałam trochę więcej). 
I tak, napisanie recenzji zajmuje czas. Mi zajmuje jakąś godzinę, siadam i piszę co myślę i zamykam temat. Więcej czasu zajmuje mi obróbka tego wpisu, kilkukrotne przeczytanie go, żeby nie było byków. 
A zdjęcia na Bookstagrama? To jest zaledwie chwila, kiedy wymyślisz, gdzie chcesz zrobić zdjęcie.
Większość rzeczy (opublikowanie gotowego wpisu, dodanie zdjęcia na IG, przejrzenie co się dzieje u innych osób, odpisanie na komentarze, przerobienie i ulepszenie zdjęcia) można zrobić siedząc w komunikacji miejskiej, czekając w długiej kolejce, mając pół godziny przerwy. 

Otrzymałam jak na razie dokładnie 29 egzemplarzy recenzenckich. Niektórym pewnie wyda się to mało, ale jak na moje blogowanie w ostatnich latach i tak jestem zdziwiona. I zakładając, że koszt jednej książki to 35zł (zakładam tyle, chociaż niektóre można byłoby kupić po przecenie za 30zł, bo te które mają cenę 50zł, w Internecie znalazłam za 40zł, najczęściej są to pozycje od Wydawnictwa MG, szyte i w twardych oprawach). Zakładając więc te 35 zł, mam książki za 1000zł. Nie wiem jak Wy, ale ja tego zbędnego tysiaka nie mam w zanadrzu, żeby wydać na literaturę. Obecnie nie pracuję (bo się uczę, a dojeżdżam do szkoły 1,5h w jedną stronę, więc zwyczajnie jest to niewykonalne), jedyne moje pieniądze to te, które dostanę od rodziców. 

Photo by Marvin Meyer on Unsplash

Możecie się ze mną zgodzić lub nie. Możecie powiedzieć, że gadam bzdury i że pasję można połączyć z pracą. Ja będąc mocno niesystematyczną blogerką (przez te duże przerwy), uważam inaczej. I każdy ma prawo do własnego zdania. Absolutnie nie chciałam nikogo urazić. Chciałam Wam zwyczajnie wyjaśnić, że w tym wypadku książka dla mnie stanowi wystarczającą zapłatę (nie mam tajnych układów z Wydawnictwami i nikomu nie chcę włazić w cztery litery). Słodycze, bilety i przyjemności kosztują i z kieszonkowego nie starczyłoby mi na zakup nowych książek, które są drogie. Nie mam stówki na pakiet Hrabiego Monte Christo (dobra, na Taniej Książce 80zł). Nie uważam też, żeby za subiektywną opinię człowieka, ktoś powinien poczuwać się do zapłaty. Posiadanie własnego zdania (często negatywnego) to nie praca, do cholery. 

Komentarze

  1. Przyznam szczerze, że nie słyszałam o tym aby dostawać pieniądze za napisanie recenzji książki. Do tej pory myślałam, że książka jest zapłatą i według mnie to wystraczająca zapłata., bo tak jak wspomniałaś niektórych na te książki nie stać - nie mają z czego uzbierać aby kupić. Powiem nawet więcej... dla mnie to wyróżnienie. Kiedy otrzymałam taką propozycję byłam zaskoczona, że ktoś w ogóle mnie dostrzegł. Najpierw szok i niedowierzanie a dopiero potem doszła radość. Duma nie ale po prostu szczęście, że ktoś zauważył, docenił i chciał "wyróżnić" :)

    Pisanie pochlebnych recenzji w zamian za książkę, kiedy nawet się jej nie przeczytało lub po prostu ona nam się nie podoba uważam za nieuczciwe ale czasem bywa tak, że od góry wymagana jest pochlebna recenzja (jakby nie można było posiadać własnego zdania). Tylko w takim przypadku po co decydować się na książkę, jeśli nie jesteśmy co do niej pewni?
    Zdjęcie książki, którą otrzymaliśmy za darmo wrzucane na insta najczęściej ładnie wyglądają ale nie wnoszą nic więcej - nic nie mówią o książce bo skopiowany opis od wydawcy mogę przeczytać na jego stronie lub na stronie księgarni i to czasem nawet bardziej rozbudowany. ładne zdjęcia rzeczywiście przyjemnie się ogląda ale dla mnie - czytelnika o wiele bardziej liczą się słowa. Równie dobrze jeśli ktoś nie ma "wizji" i nie potrafi robić ładnych zdjęć (jego zdaniem), może wkleić zdjęcie okładki. Ważne jest to co napisał - jego uczucia. Ja w swoich recenzjach jestem szczera i chociaż zawsze się rozpisuje (bo tak już mam kiedy dorwie mnie wena ;) ) to wychodzi tego całkiem sporo :)

    Odnoście przeczytanych książek to ja średnio dziennie czytam jedną - najczęściej. Bywa że jedną książke czytam 2 dni a kiedy mnie męczy tydzien w miedzy czasie czytając inną książkę. Pisanie recenzji, kiedy mam wenę idzie mi łatwo i szybko (zawsze tak miałam) a też lubię mieć kilka napisanych i nie opublikowanych recenzji w zapasie... bo pisać je na komputerze zaczęłam wcześniej nim zdecydowałam się opowiadać o nich na blogu. Pisałam sama dla siebie lub by opublikowac je potem na Lubimy Czytać ale ja też mam dużo wolnego czasu, który wypełniałam i wypełniam książkami :) Już wcześniej napisanych recenzji trochę mi się nazbierało (chociaż ten "zapas" jest już bardzo mały ;) stąd też tak częste wpisy, bo czuje potrzebę dzielenia się książkami z innymi i opowiadanie o nich sprawia mi radość :)

    Jeśli chodzi o Twój wpis nie uważam go za obraźliwy. Po prostu opowiedziałaś co czujesz, co lezy Ci na sercu... podzieliłaś się swoją opinią i punktem widzenia :) Czyżby do jego napisania skłonił Ciebie jakiś wpis? Informacja o tym, że ktoś dostaje pieniądze za recenzje? Jeśli nie chcesz to nie odpisuj :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wracając do szczerości recenzji - mniej więcej wiem u Kogo na takie recenzje mogę liczyć i jakie blogi warto odwiedzać ;)

      Usuń
    2. Do napisania tego wpisu skłonił mnie filmik na booktubie (kanał come book) gdzie autorka robiła ankietę i większość osób było za tym żeby dostawać wynagrodzenie pieniężne za zrecenzowanie książki. Autorka też poparła większość, mówiąc że to fajnie łączyć pracę z pasją itd itp. U siebie wyraziłam trochę odmienne zdanie, bo wypowiadam się jakoś osoba która nie jest super hiper popularna 😚
      Jesli chodzi o instagrama - podoba mi się tam. Faktycznie bardziej liczą się zdjęcia niż słowa ale zdarzają się osoby które dodają swoje kawałki recenzji w opisie zdjęcia więc też można się czegos dowiedzieć. Wklejanie opisu od wydawcy to też dobry temat, wydaje mi się to bez sensu bo jak dobrze zauważyłaś - taki opis mogę przeczytać wszędzie. A skoro piszemy recenzje, wypadałoby żeby była ona nasza a nie w 50% skopiowana.
      Zapomniałam zaznaczyć że w sumie zależy ile stron i jaki to gatunek książki - wiadomo że krotkie powieści przeczytamy szybciej, a na klasykę trzeba poświęcić kilka dni lub jak mi się zdarza tygodni.
      Ja też czasem zostawiam jakiś wpis w zanadrzu żeby opublikować jak nie będę miała czasu, ale ponieważ nie czytam w jakichs ogromnych ilościach to raczej publikuje wszystko na bieżąco (max parę dni zwłoki) bardzo dziękuję za to że poświęciłas czas na zapoznanie się z moim wpisem i dodanie tak długiego komentarza ❤️

      Usuń
    3. Z ciekawości obejrzę ten film ;)
      Wiesz.... jak jeszcze raz się nad tym zastanowiłam to pomyślałam (z całym szacunkiem do recenzentów książkowych), że jeśli Ktoś uważa, że ksiązka to za mała zapłata i przydałoby się również wynagrodzenie pieniężne, to ok. Każdy ma własne poczucie wartości, tego co robi i jak to robi, w jaki sposób. Może Ktoś czuje się niedoceniony lub za mało doceniony? Nie wnikam i nie chcę wnikać. Nie będe też nikogo piętnować :)
      Dla mnie książka jest wystarczającą zapłatą, bo tak jak napisałaś gdyby podliczyć to ile taki recenzent dostał książek, to widać ile pieniędzy zostało w Jego kieszeni ;) A niektórzy te książki jeszcze sprzedają - wystawiają na allegro, olx itp (osobiście nie wystawiałam i nie wystawiam), więc jeśli uda im się sprzedać jakiś zarobek jest :) Osobiście jestem zadowolona z wynagrodzenia w postaci książek, bo nie byłoby mnie na nie stać a gdybym w zamian za recenzję dostawała pieniądze to najprawdopodobniej i tak nie wydałabym ich na daną książkę, tylko na "coś" co uznam za ważniejsze (i nie mam tutaj na myśli rzeczy materialnych takich jak nowy telefon).

      Instagramy o ktorych mówisz to zupelnie inna "bajka" - osobiście nie mam, nie mam jak założyć i jakoś mnie nei ciągnie ale czasem rzeczywiście je przeglądam i czytam, bo dużo perełek książkowych można wypatrzeć. Miałam na myśli te profile i zdjęcia które nie wnoszą za wiele - tylko pstryk, wrzucone i jest albo zdjęcie i taki sztuczny opis... to się czuje a ja cenię sobie szczerość ;)

      Opis od wydawcy....w moim odczuciu w jednym wypadku jest akceptowany. Mam na myśli sytuacje kiedy recenzent ma problem ze streszczeniem fabuły - wówczas wkleja taki opis lub się nim "posiłkuje" ale dalej pisze własne odczucia o książce. W takiej sytuacji to nei gryzie - bo znamy punkt widzenia i uczucia autora recenzji :)

      Z klasyką również bywa różnie. Ja Quo Vadis przeczytałam w 2 dni, bo uwielbiam tę powieść a są młodzieżówki, które męczyłam ponad tydzień. Styl, fabuła, gatunek, nasz nastrój, to czy mamy wenę czy nie. Na to ma wpływ wiele czynników :)

      "Poświęciłaś czas" - dla mnie to nie było poświęcenie czasu. Tak jak wspomniałam mniej więcej wiem na jakie blogi warto zaglądać, czyje recenzje i wpisy czytać. Poza tym Twój wpis jest "inny" niż recenzja a to też ciekawe :)

      PS Przepraszam za drugi bardzo długi komentarz. Sama widzisz, ze jak się rozpisze... :P
      W LO przez polonistkę byłam za to "piętnowana" :P

      Usuń
    4. Dokładnie, niektórzy egzemplarze recenzenckie sprzedają a za książkę w dobrym stanie można wziąć 20zl i tak po sprzedaniu kilkunastu(kilkudziesięciu) książek jakas sumka się uzbiera;>
      W takim wypadku jest to faktycznie do zaakceptowania, bo autor ma swoją opinię ale gryzą teksty gdzie większość to opis wydawcy a jedno zdanie to opinia recenzenta.
      No różnie bywa z tym czytaniem, ludzie mają różne predyspozycje, lubią różne rzeczy, zwykle czytam max 100 stron dziennie ale jak dookoła wszystko mi sprzyja to potrafię jednego dnia pochłonąć 400😂😂
      Cieszy mnie ze uznałas mój blog za warty uwagi :D
      Tu naprawdę nie ma za co przepraszać, w blogosferze brakuje takich osób które napisałbym długi rzetelny komentarz, więc to ja dziękuję 😘

      Usuń
    5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    6. Każdy ma prawo do własnego zdania i ma własne poczucie wartości. Widziałam ten filmik i dziewczyna mówiła z sensem. Nie przekonywała do swoich racji a wypowiedziała zdanie. Może ktoś woli inną zapłatę niż książki? To już sprawa indywidualna. Nie będę nikogo oceniać - nawet nie chcę. Jeśli ktoś robi to co kocha, spełnia się i dzięki temu rozwija a przy okazji spełnia marzenia i może dostawać wynagrodzenie (już nie wnikajmy w jakiej dziedzinie i w jakiej postaci), to chyba dobrze? Przyjemnie łączyć przyjemne z pożytecznym i to nie tylko chodzi o książki :) Tak jak wspomniałam wcześniej - w kategorii książki jestem zadowolona z takiego wynagrodzenia jakie dostaje i robię to co kocham. Dzielę się swoją pasją z innymi :)

      100 stron dziennie to bardzo dobry wynik :)

      Nie chciałam pisac wprost aby nie było, że się podlizuje i Kogoś faworyzuję ale ciesze się, że napisałam z sensem. Nie ma za co :*
      Krótki i rzetelny komentarz nie jest zły - czasem w tym krótkim można napisać więcej niż w długaśnym ;)

      Usuń
    7. Oczywiście, autorka filmiku słusznie zauważyła że łączenie pasji z pracą byłoby cudownym rozwiązaniem, a ja w swoim wpisie chciałam dać argumenty na to, że Wydawcy by się to u niszowego blogera wgl nie opłacało 😚
      O krotkich i długich komentarzach będzie oddzielna dyskusja 😂😂😂

      Usuń
    8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    9. Oczywiście masz rację. Tutaj obie strony powinny czerpać zysk :)
      Zapowiada się ciekawie i czuje się trochę winna - bo raz napiszę więcej ale też często po prostu nie wiem co więcej napisać - taka pustka w głowie :(

      Usuń
    10. Nie ma co czuć się winnym, ja sama często trafiam na bloga i choć lubię posty autora i przeczytałam cały tekst, nie wiem co napisać bo np pierwszy raz słyszę o książce /serialu. Dodatkowo jak nie wpasowuje się w mój gust to tym większa pustka w głowie 😚

      Usuń
    11. I to wtedy "powstają" takie krótkie komentarze ;/

      Usuń
  2. Nie będę się wypowiadać na temat tego, czy powinien dostawać wynagrodzenie, czy nie. Powiem tylko, że ja jestem zadowolona z wynagrodzenia w postaci książki, bo przyznam szczerze, że nie byłoby mnie stać na to, aby kupić i przeczytać wszystkie książki, jakie bym chciała. 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, mam tak samo, książka to też rodzaj zapłaty 😚

      Usuń
  3. O rany, zgadzam się z Tobą w zupełności! Sama prowadzę bloga dla przyjemności, pracuję zawodowo, a blog to tylko taka rozrywka. Nikt się do mnie nie zgłosił, żeby mi dawać książki do recenzji, ani ja sama o to nie zabiegam, piszę o tych, książkach, które sama kupiłam, dostałam czy wypożyczyłam. Oczywiście cieszyłabym się z egzemplarzy recenzenckich, ale nie wyobrażam sobie blogowania za pieniądze. Bo to wynagrodzenie za recenzję (inne niż książka) wymaga niejako napisania pozytywnej opinii na temat danej książki. A ja nie lubię pisać pod czyjeś dyktando. Wydawcy też zapewne wymagają konkretnych terminów, a ja nie mam też tyle czasu żeby pisać codziennie nowe recenzje...
    Jeśli chodzi o Instagrama, to śmieszą mnie opisy różnych użytkowników tego portalu, którzy się żalą ile czasu poświęcają żeby zrobić dobre zdjęcie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie ja też tak to odbieram, wynagrodzenie za recenzje = pozytywna recenzja, inaczej by się to Wydawcy wgl nie opłacało.
      Wiesz co, zależy od wydawcy. Ja do tej pory nie miałam żadnych terminów, ale ostatnio pewien portal zaproponowal mi współpracę i oni dają 2tyg czasu na przeczytanie i zrecenzowanie książki. Więc mówię - z tym jest różnie :)

      Usuń
  4. Zgadzam się z tym co napisałaś. Rozumiem, że każdy chce sobie dorobić itd. ale nie przesadzajmy. Większość z tych blogerek tak na prawdę nie jest po żadnym wykształceniu będącym odpowiednim aby zarabiać na recenzjach. Sama otrzymałam kilka egzemplarzy recenzenckich i za każdym razem cieszyłam się jak dziecko, bo jednak ktoś zauważył moje pisanie. Zwłaszcza, że gdyby nie te egzemplarze to pewnie sama bym nie kupiła tych książek. Śmieszy mnie natomiast, kiedy niektóre blogerki piszą, że ich działalność na instagramie i blogu to ich pasja, po czym wstawiają posty na temat tego, że chciałyby otrzymywać zapłatę za recenzje. To w końcu to jest pasja, czy praca?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem można połączyć pracę z pasją i to jest przyjemne ale niekiedy ewidentnie widać, kiedy ktoś chce zarabiać na pasji nie czerpiąc z tego prawdziwej przyjemności, bo liczy się zysk

      Usuń
    2. Tak, mnie też to trochę bawi, bo tutaj granicą między praca a pasja się porządnie zaciera. Mówię - mi wystarcza książka bo wiem że sama bym ich często nie kupiła bądź nie zainteresowała się nimi gdyby mi ktoś nie zaproponował współpracy 😚

      Usuń
  5. Jak dotąd nie spotkałam się z zapłatą inną niż w postaci książki za współpracę, ale myślę, że są osoby, być może już z pewnym wykształceniem, które pracują stale oceniając książki, czyli są krytykami. Osobiście nie znam tego tematu za dobrze, bo jeszcze nie nawiązałam żadnej współpracy, ale wydaje mi się, że tak naprawdę to wynagrodzenie pieniężne nie jest złe, jeśli przy okazji gdzieś po drodze nie zgubi się szczerość i może takie recenzje powinny być bardziej obiektywne niż subiektywne, aby czytelnik sam ocenił czy mu odpowiadają dane plusy i jak bardzo przeszkadzają minusy. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki krytyk to zupełnie inna sprawa - ma wykształcenie, pokazują go w mediach, jest znany, wypada zapłacić żeby swój cenny czas poświęcił na ocenienie czegoś i tym przyciągnął uwagę odbiorców (w takim wypadku wynagrodzenie większe niż egzemplarz recenzencki jest uzasadnione) z tym obiektywizmem dobrze zauważyłaś, to by się przydało jeśli mają za recenzje płacić. W końcu nikt nie zapłaci za opinię w której autor zjedzie książkę od góry do dołu i nie zostawi na niej suchej nitki - bo to nie będzie dla wydawcy opłacalne..

      Usuń
  6. Mi osobiście wystarczy książka, wątpię żebym kiedykolwiek dostała propozycję recenzji za coś więcej. Dla mnie blogowanie to świetna frajda mogę poprawić sobie trochę warsztat, napisać ciekawe posty, które kogoś zainteresują to naprawdę wystarczy. Poza tym recenzentem jest się przez jakiś okres czasu i wiele nam się nie podoba wtedy zawsze możemy sprzedać, zawsze jakiś grosz wpadnie, a ktoś będzie miał książkę po taniości i prawie nie zniszczoną. Dlatego zgadzam się z tobą, lepiej abyśmy pozostali przy klasycznych współpracach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, ten "darmowy" egzemplarz można sprzedać j dodatkowo na tym zarobić jakieś zaskorniaki 😚

      Usuń
  7. Aa coś czuję że wsadziłaś kij w mrowisko i w sumie dobrze, bo lubię dyskusje i lubię jak ktoś jest w mniejszości jeśli chodzi o wyznawane opinie, a jeszcze ciekawiej jak się z nim zgadzam. Też uważam, że blogerzy nie powinni otrzymywać wynagrodzenia za recenzowanie ( są pewne wyjątki, o których za chwilę), bo to trochę tak jakby kupić buty a producent mówi "nie, nie- oddam Ci pieniądze, a nawet jeszcze Ci dopłacę tylko ubierz je czasem i zrób mi reklamę". Wiem że blogerzy wykonują mnóstwo pracy- czasem nawet te zdjęcia na bookstagrama i ich obróbka zajmują sporo czasu, ale logiczne jest że jeśli ktoś by nie chciał poświęcać na to czasu, to by tego nie robił. Jeśli ma się długi staż blogowy, długą współpracę z wydawnictwem i ktoś taki jest zaufaną osobą- wynagrodzenie byłoby nawet uzasadnione. Ktoś czyta dużo, otrzymuję masę recenzenckich, robi mnóstwo zdjęć i w ogóle zajmuje się tym jakby to była jego praca, to niech te pieniądze sobie dostaje. Ale uważam że osoba która raz na jakiś czas dostaje egzemplarz recenzencki, który kosztuje plus minus 30 zł, to wydaje mi się że to samo w sobie jest fajnym wynagrodzeniem, bo tak jak piszesz- ludzie nie śpią na pieniądzach i takie egzemplarze do recenzji cieszą i choć trochę odciążają portfel. Czy lepiej by było gdyby Wydawca miał zaufanie grono ludzi i mówił "za pieniądze z własnej kieszeni kup sobie tę naszą nową premierę, a jak przeczytasz i zrecenzujesz to dostaniesz ileś tam złotych"? Nie oszukujmy się- takie wynagrodzenie nawet gdyby było realnym rozwiązaniem dla każdego od strony Wydawcy, oscylowałoby w granicach około 50 zł (nie sądzę że Wydawnictwo wychodziłoby na plusie w innym wypadku), czyli jest to plus minus kwota jaką otrzymujesz "zamrożoną" w otrzymanym egzemplarzu i koszcie wysyłki. Ja nie czuję się chętna na wynagrodzenie w formie złotówek, tym bardziej że w pewnym sensie je dostaję- książkę pewnie i tak bym sobie kupiła, więc trochę oszczędzam, zwłaszcza że jak ktoś chce to po przeczytaniu może sprzedać egzemplarz za nawet połowę ceny. I jeszcze jedna sprawa- gdyby ludzie wyczaili że można dostać książkę i do tego pieniądze za jej przeczytanie, namnożyłoby się takich ludzi mnóstwo, więc kto kupowałby te książki w księgarniach i pracował na te nasze "wynagrodzenia", skoro tyle ludzi wolałoby opcję łatwiejszą?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ! Miałam poruszyć ten ostatni problem o którym napisałaś w komentarzu na końcu, ale zupełnie wyleciało mi z głowy. Prawdopodobnie, wtedy blogerów książkowych byłoby więcej niż grzybów po deszczu, więcej niż czytelników jednego bestsellera w końcu każdy by chciał zarobić, łącząc pracę z pasją. Później i tak mógłby te egzemplarze sprzedać i znowu zarobić. Czysty zysk, zwłaszcza jeśli osoba dodawałby codziennie nowe recenzje. To porównanie do butów to strzał w dziesiątkę ;>

      Usuń
    2. Osobiście nie mam nic do łączenia pracy z pasją, dużo osób zarabia na blogu i nie jest to nic złego, jednak fajnie jakby te blogi były w pewien sposób rozwojowe, pokazywały nam różne rozwiązania i różne sposoby myślenia, bo człowiek który zamyka się tylko na jedną prawdę jest człowiekiem ubogim, według mnie. To że ja nie chciałbym dostawać wynagrodzenia w złotówkach, nie znaczy że w jakiś sposób oceniam osoby które tak robią, bądź by chciały- po prostu kłóci się to z moją wizją :) I myślę że to jest fajne w ludziach- różnorodność w wielu aspektach ;)

      Usuń
  8. Mi wystarcza to, że dostaję książkę i możliwość przeczytania wcześniej, przed premierą. Pomijam wydawnictwa, które oczekują pozytywnych recenzji. Takim dziękuję, bo jak mam coś recenzować to tylko szczerze.
    http://whothatgirl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja uważam nieco inaczej. A to dlatego, że jeżeli ktoś wkłada dużo pracy w bloga i jego robi to rzetelnie, a przy tym ma dużo UU to dlaczego miałby nie zarabiać? Kwestia tak zwanej sprzedajności jest w każdym zawodzie. Jeżeli dany bloger jest w stanie książkę wychwalać pod niebiosa tylko dlatego, że ją dostał lub wziął za to pieniądze to jest jego sprawa. Moim zdaniem na takim podejściu daleko nie zajedzie, bo nie ma głupich odbiorców. Poza tym ja w trakcie wielu lat mojego blogowania miałam szansę rozwinąć swój gust czytelniczy - głównie dzięki współpracom. Teraz mimo, że nadal mam współpracę z Wydawcami to dużo staranniej dobieram sobie książki, które biorę do recenzji. I jeżeli kiedyś mój blog będzie na tyle duży, żeby na nim zarabiać, to nie mówię nie. Ale tak jak napisałaś - każdy ma prawo do własnego zdania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie chodzi mi że praca za pieniądze nie ma zbyt dużego sensu u niszowych blogerów bo wydawcom się to zwyczajnie nie opłaci. Jeśli ktoś ma bloga który podbija rekordy wyświetleń itd to logiczne że w tym wypadku mogą mu zaproponować pieniądze w zamian za poświęcony czas ;>

      Usuń
  10. Nawet bym nie pomyślała o tym żeby za recenzję oczekiwać zapłaty ;-) tak jak napisałaś - dla mnie też książka to najlepsze wynagrodzenie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Właściwie już wszystko zostało powiedziane. Jeżeli ktoś chce w taki sposób zarabiać to oczywiści nie jest złe, mnie wystarczą egzemplarze, ktore dostaję. Jednak jeżeli ktoś wiąże się z ksiązkami tak zupełnie serio, im poświęca wszystko to rozumiem, że może to odbierać jako pracę i umawiać się na ewentualne wynagrodzenie. Z tym, że nadal byłoby dobrze, żeby recenzja była rzetelna i szczera, a nie pod wydawcę.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja jestem w tym temacie neutralna, ale też wydaje mi się, że wydawnictwu może się to nie opłacać. Cóż, dla mnie najlepszą zapłatą jest książka, o ile jest to egzemplarz finalny :)

    sunreads.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Mnie również satysfakcjonują książki, które dostaję ;)
    Natomiast potrafię zrozumieć płacenie za recenzje w 2 przypadkach:
    - jeśli portal stanowi główne źródło dochodu autora,
    - jeśli autorowi pozostawia się swobodę do wyrażania negatywnych opinii.

    Nie znam na tyle blogosfery książkowej, nie wiem, czy istnieją blogi na takim poziomie profesjonalizmu (dosłownie, nie tylko rzetelności), ale przy blogach recenzujących gry planszowe jest to częsta sytuacja. Teksty / nagrania blogerów stanowią istotny element promocji i marketingu, który ma prawo być doceniony. Natomiast oczekiwanie, że ok, my Ci zapłacimy, a ty nam napisz laurkę - to już nie fair.

    OdpowiedzUsuń
  14. Myślę, że ten temat dostawania pieniędzy za recenzję każdy odbierze trochę inaczej. Ja jestem zadowolona, gdy wydawnictwo wyślę mi książkę, ale jeśli ktoś dostaje za recenzje wynagrodzenie to nie mam nic przeciwko. Pod warunkiem że opinia jest szczera, a nie "dla pieniędzy"

    OdpowiedzUsuń
  15. Zgadzam się z Tobą, że bloger nie powinien oczekiwać od wydawcy, że zapłaci mu czymś innym niż egzemplarzem książki w zamian za opinię. Poruszyłaś bardzo fajny temat. Pozdrawiam ♥ wy-stardoll.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Według mnie,jeśli osoba jest rzetelna i ma za sobą parę lat doświadczenia,może otrzymać wynagrodzenie..Przecież nikt nie da jej kilku tysięcy,będą to grosze.. Ale zawsze,co powinno być brane pod uwagę to szczerość recenzji, niektórzy niestety nawet za egzemplarz recenzencki piszą recenzje pełne kłamstwa, bo są tak "wdzięczni" wydawnictwom.. :3

    OdpowiedzUsuń
  17. Przyznam, że do niedawna nie słyszałam o płaceniu blogerowi za recenzję, dopiero, gdy na instagramie były robione ankiety na ten temat. Zgadzam się z Tobą. Często jest tylu blogerów, którzy dostają egzemplarz recenzencki i finalny, a wysłanie tego stu osobom nie jest tanie. Z czego większość ma dość niskie zasięgi. Jeżeli jednak ktoś chciałby zarabiać w ten sposób to powinien odpowiednio się wykształcić i zbudować odpowiednie miejsce w sieci.

    OdpowiedzUsuń
  18. Wydaje mi się, że to trochę zależy od sytuacji. Ja też zajmuje się blogiem pasjonacko i hobbystycznie, a nie zawodowo i uważam, że książka jest całkiem dobrą ceną za recenzję. To mi naprawdę wystarcza. Jednak wiem, że niektórzy wykonują znacznie więcej pracy niż napisanie samej recenzji - promowanie, patronowanie, przypominajki o wydaniu itd. to już często nie chodzi nawet o ciężkość pracy, ale o nakład czasowy, bo jednak codziennie musisz pamiętać itd. Oczywiście wszystko jest kwestią względną. ;) Z drugiej strony pozostaje kwestia egzemplarzy recenzenckich. Już kilkukrotnie mój egzemplarz recenzencki nie był pełnowartościową książką - błędna okładka, błędne złożenie czy nawet czasami egzemplarz przed korektą (czasami naprawdę egzemplarzowi przed korektą BARDZO brakuje tej korekty). Ja osobiście zwracam uwagę na te wszystkie cechy książki, więc nie dość, że mam egzemplarz jednak niepełny to także moja recenzja jest o tą część uboższa. Żeby było śmieszniej dodam też, że w zasadzie kiedyś byłam nawet bardziej kategoryczna i byłam przeciwniczką egzemplarzy recenzenckich w ogóle. Może zabrzmi to śmiesznie, ale naprawdę zbyt często spotykam się z blogerami, którzy prowadzą "bloga" (często złożonego z kopii opisu wydawcy i dwóch zdań w stylu "było super"), bo "są darmowe książki". Przez to blogosfera sporo traci, bo takie recenzje nie dość, że są naprawdę mało wartościowe, to jeszcze przy okazji przyklejają nam łatkę wyłudzaczy egzemplarzy. Ale to takie luźne wariacje... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim przypadku zawsze jak do tej pory dostawałam pełny egzemplarz, nawet przedpremierowe BANG było pełna wersją książki i żadnego oznaczena typu "egzemplarz rec" nie było dlatego nawet nie pomyślałam żeby brać to w tekście pod uwagę. Zobaczymy jak sprawy będą miały się w przyszłości. Do patronowania ksiazkom raczej nie pędze bo z tego co słyszałam to ludzie biorą w ciemno a później muszą wystawić pozytywną recenzje ... Ach, jak te darmowe książki mieszają w głowie..

      Usuń
  19. Mam wrażenie, że większość ludzi już napisała to, co sama chciałam i w pełni wyczerpała temat. Jednakże wtrącę swoje trzy gorsze, bo czemuż by nie? Ta dyskusja odnośnie otrzymywania wynagrodzenia za recenzję zaczyna przekształcać się powoli w gównoburzę (przepraszam za słownictwo). Osobiście nie wspieram żadnej ze stron. Jeżeli ktoś czuje się na tyle pewnie i profesjonalnie, by zarabiać na opiniach - niech zarabia i na odwrót. Jeżeli autor bloga widzi, że jego posty o książkach mniej przypominają rzetelną analizę, a raczej przybierają formę mocno subiektywnego zbioru myśli i wrażeń, niech odpuści sobie.
    Jako wydawca chciałabym, jeśli doszłoby do zlecenia napisania recenzji, aby osoba podeszła do tematu w sposób najbardziej fachowy i kompetentny. Za wpis, gdzie pierwsza połowa to osobisty melodramat i historia z życia wzięta, a druga streszczenie, a nie krytyczne omówienie dzieła literackiego, nie zapłaciłabym.
    Prowadzę bloga od ponad roku i unikam współprac, aczkolwiek ta z wydawnictwem MG stanowi wyjątek ;) Głównie dlatego, że obecny rynek nie oferuje zbyt wiele interesujących w moim odczuciu pozycji, ale też wiem, że nie mogę zaoferować stu procent wiedzy i kwalifikacji. Podyplomówki z krytki literackiej jeszcze nie zrobiłam :D A literaturą pasjonuję się i wręcz nią żyję, więc o żadnym wynagrodzeniu nawet nie myślę.

    OdpowiedzUsuń
  20. Eee, bo to takie czasy, że każdy by chciał zarobić na czymkolwiek co wymaga od niego choćby kiwnięcia palcem. Osobiście uważam podobnie, że książka za recenzję to już dość. Sama piszę w zasadzie dla przyjemności (choć dopiero zaczęłam tak naprawdę) a książki kupuję z drugiej ręki. I żyję. Nowości nie goszczą u mnie zaraz po premierze. Zarobić można pisząc recenzję do jakieś poważnej gazety, gdzie można liczyć na jakiś tam prestiż, ale na blogu? Nie wydaje mi się. Blog książkowy postrzegałam zawsze jako typowo hobbistyczny, ale widać że czasy się zmieniają.

    I wszystkiego najlepszego. Wszak dziś dzień blogera :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Drogi czytelniku!
Skoro tu dotarłeś, to znaczy (mam nadzieję), że przeczytałeś post powyżej i wiesz co komentujesz. Będzie mi bardzo miło jeśli co do treści komentarza trochę się wysilisz, bo na każdy z nich odpowiadam. Wszelkiego rodzaju dyskusje są bardzo mile widziane. :)
Twojego bloga także odwiedzę i jeśli przypadnie mi do gustu – pozostawię po sobie ślad.
Jeśli masz do mnie jakieś pytanie, to śmiało pytaj.
Kontakt: kinga.godowska@vp.pl
Dziękuję za wszystkie komentarze!