niedziela, 4 stycznia 2015

Wpadając w pułapkę swoich uczuć...

Pułapka uczuć jest już drugą przeczytaną przeze mnie książką autorstwa Colleen Hoover, której najbardziej rozchwytywana powieść, a mianowicie Hopeless nie wywołała na mnie zbyt dużego wrażenia, a jedynie została zapamiętana jako dobra i troszeczkę przesłodzona. Muszę przyznać, że Pułapka jest z pewnością inna, nie zawiodłam się, ale też nie wywołała we mnie jakichś większych emocji. Była zwyczajna, tak jak Hopeless.

Może zacznę od tego co pierwsze rzuciło mi się oczy. Colleen Hoover nie potrafi wykreować męskiego bohatera, który choć w malutkim stopniu przypadłby mi do gustu. Tak było z Holderem i tak jest z Willem. Chłopak jest wręcz ideałem - umięśniony, przystojny, doskonały, opiekuńczy, odpowiedzialny, inteligentny i... mogłabym tak wymieniać w nieskończoność. Owszem, ideały są potrzebne w książkach skoro nie ma ich w realnym świecie, ale odrobinka charakteru i indywidualności nie zaszkodzi. Bo inaczej jest mdło i nijako.

Pułapka uczuć nie wywołała we mnie emocji. Mimo wszystkich dramatów rozgrywających się na kartkach - ja nadal spokojnie piłam herbatę, nie pojawiło się we mnie nic takiego jak współczucie, bo nie potrafiłam do końca odnaleźć się w tej historii, a co dopiero utożsamić się z Lake, której osobowość była taka... zwyczajna, normalna, nie miała w sobie nic zwracającego uwagę. Nie wiem, może wy bardziej się z nią polubicie, ja zawsze szukam w ludziach czegoś unikatowego, tak samo w postaciach fikcyjnych. Za dużo naczytałam się o szarości, potrzebuję całej ferii barw.

Wątki rodzinne są doskonale przedstawione i mimo, że sporo w nich smutku to jednak też pojawia się nadzieja, umiejętność spojrzenia w przyszłość, siła dzięki której jesteśmy w stanie iść dalej. No i potrzeba rozmowy, chylę czoła pisarce, że tak ładnie zawarła to w tej powieści, właściwie nie pisząc o tym dosłownie, a wplatając między wierszami. 

Slam poetycki był cudownym pomysłem, z niesamowitą ciekawością czytałam napisane przez książkowe postaci utwory. Fakt, że wszystkie stworzone zostały prosto z serca, a oni prezentując je dawali upust swoim emocjom - czy to negatywnym, czy też pozytywnym - tylko dodawał uroku i jeszcze lepiej pozwalał ich zrozumieć. 

Sam styl pani Hoover jest lekki, prosty, przyjemny, pozwala wymalować w wyobraźni podstawowy schemat, gdzie rozgrywają się następujące po sobie wydarzenia, funduje nam naturalne dialogi i dość skąpe, ale rzeczowe opisy. Znajdziemy też kilka ciekawych przemyśleń, które wyjątkowo zapadają w pamięć. 

Ogólnie Pułapka uczuć, tak jak mówiłam na początku, jest dobrą książką, czyta się szybko, fabuła jest interesująca, ale... czegoś brakuje, a to coś jest przyczyną tego, że powieść pani Hoover najprawdopodobniej już za kilka dni wyparuje mi z głowy. Przyznam, że jestem trochę zdziwiona faktem, że powstała kontynuacja o tytule Nieprzekraczalna granica, bo według mnie losy Layken i Willa powinny już dobiec końca na papierze, żeby czytelnik sam mógł wyobrazić sobie dalszy bieg wydarzeń. 

12 komentarzy:

  1. Raczej nie mam ochoty na tą książkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyznam się szczerze, że po przeczytaniu twojej recenzji oraz opisu mam dla niej jedno określenie: typowa. Ja strasznie nie lubię takich książek, które nie mają w sobie krzty oryginalności i powielają tylko schematy z innych powieści. Mogę się mylić, ale chyba twórczość Collen Hoover taka właśnie jest, a ja nie mam zamiaru po nią sięgać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Na pewno sięgnę - w końcu to Hoover! - ale mając w głowie Twoje ostrzeżenia, podejdę do niej z lekkim dystansem, żeby się zbytnio nie rozczarować :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wczoraj zrobiłam sobie maraton powieści Hoover- sięgnęłam zarówno po "Hopeless" jak i po "Pułapkę uczuć", żeby sprawdzić czym ludzie do jasnej Anielki tak się zachwycają. I tak długo zwlekałam z lekturą tych powieści- podchodziłam do nich z niemałymi obawami, bo wszystkie powieści z nurtu NA z jakimi miałam do czynienia zawiodły mnie w większym, bądź mniejszym stopniu. Wracając jednak do Hoover i jej powieści... "Hopeless" nie zachwyciło mnie szczególnie- wciągnęło owszem, nie mogłam się od powieści oderwać i jak usiadłam z tabletem w ręku tak nie odłożyłam go póki nie przeczytałam ostatniego zdania e-booka, ale nie poruszyło tak jak liczyłam. Współczułam bohaterce i doceniam, że autorka podjęła się takich trudnych, bolesnych tematów, ale wydaje mi się- zabrzmi to źle, ale nie wiem jak to inaczej wyjaśnić- że w pewnym momencie przesadziła z ilością dramatów. Przegięła też w drugą stronę- związek głównych bohaterów był momentami za słodki, ckliwy. Gdyby autorka zachowała umiar w jednej i w drugiej kwestii jej powieść byłby naturalniejsza- przynajmniej dla mnie. "Pułapka uczuć" trafiła do mnie bardziej- urzekła mnie po prostu. Co prawda uczucie pomiędzy Lake i Willem rozwinęło się za szybko i dosłownie z niczego (podobnie zresztą było ze Sky i Holderem), co irytowało mnie niemiłosiernie, ale kiedy kłody pod związek bohaterów zostały przez autorkę zaczęłam im kibicować. Zachwycił mnie wątek ze slamem- wiersze deklamowane przez bohaterów były naprawdę niesamowite i emocjonalne. A przede wszystkim poruszyły mnie wątki rodzinne, o których piszesz w swojej recenzji- nigdy nie potrafię przejść koło tego typu historii jaką snuje Hoover obojętnie. Wydaje mi się, że w przypadku tej powieści autorka zachowała umiar i w słodyczy i w goryczy- napisała kawałek życiowej powieści dla młodych czytelników, która kiedyś może i zatrze się w mojej pamięci, ale na pewno nie nastąpi to prędko. :-)
    Pozdrawiam Cię serdecznie,
    Nada

    OdpowiedzUsuń
  5. Może panowie jakich wykreowała Pano Hoover nie są po prostu w twoim typie i dla tego cię nie zachwycają? Nie powiem, "Hopeless" to dobra książka, chociaż bywają lepsze. Tej jeszcze nie czytałam, ale myślę, że wcześniej czy później to nastąpi. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Strasznie dużo osób zachwala panią Hoover. Skłamałabym, jeśli bym napisała, że nie ciekawi mnie jej twórczość. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. "Hopeless" nie czytałam i tej powieści też nie miałam w planach, jednak... po zastanowieniu doszłam do wniosku, że mogłabym się na nią zdecydować, nawet pomimo niewyróżniających się bohaterów. Ale tylko jeśli akurat wpadnie mi w ręce. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ani "Hopeless" ani "Pułapki uczuć" nie czytałam i nie jestem pewna, czy w ogóle po nie sięgnę. Z jednej strony dużo pozytywnych recenzji, ale z drugiej są też te bardziej neutralne i chyba bardziej ku nim się skłaniam. Myślę, że jak którąś z tych dwóch pozycji znajdę w bibliotece to wypożyczę i przekonam się na własnej skórze, a jeśli nie to nie stracę czegoś przewspaniałego.
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czuję, że też ta książka by mnie nie zachwyciła. Tak samo było z Hopeless - przyjemnie się czytało, ale czegoś zabrakło. Ponadto strasznie irytujące jest to, że męscy bohaterowie w NA/YA są tacy idealni i bez skazy, a nawet jeśli coś na sumieniu mają to szybko jest to wytłumaczone jako "robili to w dobrej wierze"...

    OdpowiedzUsuń
  10. Jestem w trakcie czytania (szczerze mówiąc, przeciągam lekturę jak tylko mogę, bo wiadomo - ja historie i styl Hoover po prostu kocham ^^) i na razie postaram się nie wypowiadać, ale masz rację, że Will jest zbyt idealny. Też to czuję. Czuję od samego początku, ale z uwagi na wielką sympatię do autorki, staram się za bardzo na tym nie skupiać.
    Pozdrawiam!
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
  11. Zostałaś nominowana do LBA!
    Zapraszam: http://ksiazkimoimwiecznymzyciem.blogspot.com/2015/01/liebster-blog-award-nominacje-dostaam.html#comment-form
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo dobra recenzja. Pomimo wielu niedociągnięć mam ochotę na "Pułapkę uczuć".

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku!
Skoro tu dotarłeś, to znaczy (mam nadzieję), że przeczytałeś post powyżej i wiesz co komentujesz. Będzie mi bardzo miło jeśli co do treści komentarza trochę się wysilisz, bo na każdy z nich odpowiadam. Wszelkiego rodzaju dyskusje są bardzo mile widziane. :)
Twojego bloga także odwiedzę i jeśli przypadnie mi do gustu – pozostawię po sobie ślad.
Jeśli masz do mnie jakieś pytanie, to śmiało pytaj.
Kontakt: kinga.godowska@vp.pl
Dziękuję za wszystkie komentarze!