Tajemnica Mirtowego Pokoju
W ostatnim czasie miałam przyjemność sięgnąć po kolejną powieść Wilkie Collinsa, XIX-wiecznego pisarza. Tym razem padło na Tajemnicę Mirtowego Pokoju. Pierwsze polskie wydanie, które oferuje nam Wydawnictwo MG jest prawdziwą gratką dla wielbicieli literatury tamtego okresu. Piękna okładka nie pozwala przejść obojętnie obok powieści, zachęca, by jak najszybciej odkrywać tajemnicę, którą przed laty ukrył Pokój Mirtowy.
Na łożu śmierci pani Treverton spisuje list, w którym zawiera okrutną tajemnicę.
List ten zostaje powierzony pokojówce kobiety, by ta przekazała go jej mężowi.
Sara Leeson nie dotrzymuje obietnicy, ale sprytnie, nie łamiąc przysięgi, zataja istnienie listu.
Kłamstwo prędzej czy później, zawsze wychodzi na jaw.
Z tego, co zdążyłam zauważyć, Tajemnica Mirtowego Pokoju zbiera raczej najsłabsze oceny spośród powieści Collinsa. I bardzo mnie to dziwi, bo ta krótka książka opowiada nam naprawdę ciekawą historię, utrzymując miarowe tempo, co i raz dając wskazówki odnośnie straszniej tajemnicy, aż do punktu kulminacyjnego. Wilkie Collins po raz kolejny zachwyca kreacją zakochanej kobiety, rozmowy między małżonkami Frankland były naprawę urokliwe i bardzo przyjemnie było je czytać. Poświęcenie obojga, przezwyciężenie trudności i bycie razem mimo ślepoty mężczyzny - to naprawdę piękny przykład silnego uczucia.
Byłam bliska odkrycia tajemnicy, zanim zrobił to autor. Bliska, bo jednak moje przypuszczenia nie do końca się zgadzały, chociaż byłam na dobrej drodze. Tym samym, ostateczne rozwiązanie zagadki zaskoczyło mnie i skutecznie przykuło moją uwagę odnośnie następujących po niej wydarzeń. Trzeba też oczywiście wspomnieć o postaci Sary Leeson, która wysuwa się przed szereg. Historia tej kobiety była bolesna i trudna, w pewien sposób mnie ujęła i bardzo żałuję, że autor nie wybrał innego zakończenia. Równie intrygujący był brat małżonka zmarłej damy, jego awersja do ludzi, ukryte motywy i badanie odnośnie ludzkiej natury - kolejna świetnie wykreowana postać. Ten angielski pisarz miał talent w budowaniu tak niedoskonałych, wielobarwnych postaci.
Nie pozostaje mi nic innego jak polecić Wam Tajemnicę Mirtowego Pokoju. Ta niewielka, jak na Collinsa, powieść podobała mi się bardziej niż Córki niczyje, które chwalili wszyscy. Koleje życia Sary jakoś bardziej mnie zabolały, wzbudziły większy smutek, a rozkwitająca miłość, jak zwykle pięknie ukazana przez pisarza, jako czysta i naturalna, była cudownym czerwonym barwnikiem dla tej powieści. Tytułowa tajemnica w dzisiejszych czasach nie byłaby pewnie czymś spektakularnym, ale kiedyś równała się ogromnemu nieszczęściu. Koniecznie przeczytajcie!
Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego serdecznie dziękuję Wydawnictwu MG!
Tajemnica Mirtowego Pokoju - Wilkie Collins, 368str., Wydawnictwo MG
Okładka tej książki jest mi znajoma. Ciekawe czy ja rozwiązałabym tę zagadkę xD
OdpowiedzUsuńTo akurat nie mój gust :D
OdpowiedzUsuńhttp://whothatgirl.blogspot.com
Nie czytałam jeszcze książki tego autora, ale lubię zagadki ;) świetna recenzja!
OdpowiedzUsuńPS. Booklover zmieniło się na lawendowaczytelnia.blogspot.com
Pozdrawiam.
Jak przeczytam w końcu "Żony i córki" to na pewno zaopatrzę się w tę książkę ;)
OdpowiedzUsuńUwielbiam Collinsa! W tym momencie jest to mój ulubiony autor 💕 ostatnio przeczytałam jego "Prawo i damę" i kompletnie przepadałam! 💓
OdpowiedzUsuńNie to nie w moim guście :) Ale recenzja super, lubię czytać to jak piszesz :)
OdpowiedzUsuńPo skończeniu upłynniania kupki książek do przeczytania mam ochotę znów zacząć sięgać po starsze powieści, nie tylko te wydane w XXI wieku. Jestem sroczką, więc okładka tej powieści Collinsa ogromnie mi się podoba. Powieść już czeka w schowku i tylko czeka aż ją kupię :).
OdpowiedzUsuńNie jestem w pełni przekonana, ale skoro polecasz, to może kiedyś i trafi w moje łapki. :P
OdpowiedzUsuńMuszę się przyjrzeć. Uwielbiam literaturę dziewiętnastowieczną, a tej powieści jeszcze nie znam - klimat mnie kusi... <3
OdpowiedzUsuńLubię tego typu literaturę, a o tej pozycji wcześniej nie słyszałam.
OdpowiedzUsuń